Showing posts with label health. Show all posts
Showing posts with label health. Show all posts

Monday, August 11, 2014

Opłaty za szpital z ubezpieczeniem podst. z APC, kontynuacja zajęć, odpowiedzi na pytania... Czyli co u mnie, poza podróżowaniem?

Hejka!

Dzisiaj piszę notkę wszystko-i-nic (nawiasem mówiąc - spóźniłam się o dzień, ale ciiiiii!). Zacznę od tego, że dostałam dwa krótkie pytania pod moimi starymi postami, więc odpowiem na nie w tym poście, żeby było łatwiej znaleźć odpowiedzi, a i może innym się coś przyda.

Szybkie info na początek... Uległam modzie i założyłam Instagram... Oh! Nie wiem, jak często będę dodawać fotki i czy w ogóle będę to robić, ale zobaczymy... Lubię podglądać innych ;). Zapraszam TUTAJ!

"Dlaczego musiałaś robić drugie prawko?"
Nie za bardzo wiem, czy zrozumiałam, co znaczy "drugie prawko". Przyleciałam do Stanów mając moje polskie prawo jazdy oraz międzynarodowe prawko, które jest obowiązkowe. W Georgii chciałam zrobić stanowe prawo jazdy, ale w końcu tego nie zrobiłam. Niektóre stany wymagają tego, by osoby, które przyjeżdżają, jeździły na ich lokalnym prawie jazdy, a inne nie.

"Czy za kursy, które wybierasz, musisz płacić?"
Za większość kursów trzeba płacić, ale są też takie, które są darmowe (ja taki wybrałam). Jeśli chodzi o konkretne ceny, to zależy od rodzaju kursu, uczelni, itp. Rodzina musi dać dodatkowe $500 swojej au pair na kurs. Można zrobić więcej, ale za każde dodatkowe płaci się samemu (chyba że trafi się na super rodzinę, która będzie za wszystko płacić). To pięć stów czasami wystarcza, a czasami nie - jak wspomniałam wyżej.
A'propos, 18 sierpnia zaczynają mi się znów zajęcia. Już pewnie większość z Was wie, że wysłałam wniosek o przedłużenie programu na drugi rok (tak, w tym samym miejscu oczywiście), więc oznacza to, że zebrałam wszystkie potrzebne kredyty. Nie oznacza to jednak, że muszę przerwać kurs. Tak się złożyło, że znalazłam taki, który jest darmowy i w dodatku zazwyczaj interesujący, więc będę sobie dalej chodzić dwa razy w tygodniu. Szkoda, że nie mogę zbierać godzin od razu na drugi rok, bo szybciej bym wszystko miała. Chociaż... Nie wiem na pewno, bo nie pytałam, tak mi się po prostu wydaje.

Pamiętacie, jak pisałam jakiś czas temu, że w czasie, gdy byłam w Waszyngtonie, to trafiłam do szpitala? Wspominałam, że nie miałam przy sobie karty ubezpieczeniowej i nie pamiętałam żadnego numeru, więc wzięli tylko moje info i miałam czekać na rachunki. Postanowiłam o tym napisać, bo widziałam na fejsie, że pojawiają się czasami pytania, dotyczące ubezpieczeń au pair, itp., więc może Wam się te ciekawostki przydadzą.
Po dość niedługim czasie od tego przykrego incydentu, dostałam trzy rachunki ze wspomnianego już szpitala. Pierwszy, za sam przejazd karetką, był na $521. Drugi, za lekarza - $332. Trzeci, za leki i badania - $2,826! Z czego i tak dostałam już zniżkę -$1,600 z tego właśnie powodu, że nie miałam ubezpieczenia. W sumie - $3,679. Dostałam również list, że oni wiedzą, że nie mam ubezpieczenia (mam, ale nie miałam tej karty, więc tak, jakbym nie miała), więc mogę złożyć wniosek do szpitala o pokrycie kosztów. Tutaj więcej się nie wypowiem, bo nic o tym nie wiem, natomiast zalogowałam się na mój profil w firmie ubezpieczeniowej, by dodać wszystkie informacje, powysyłać to wszystko i czekać w nadziei, że coś mi pokryją i nie trzeba będzie płacić wszystkiego, bo to kupa forsy. Musiałam poprosić Nathana o pomoc w tym wszystkim, bo sama trochę nie ogarniałam, co gdzie i po co... Wszystko było zbyt skomplikowane.
Skończyło się na tym, że ubezpieczenie pokryło mi większość opłaty za karetkę, bo aż 500 dolarów, czyli do zapłaty zostało 21. I to by było na tyle. Nie pokryli mi nic więcej, więc zostało do zapłaty ponad 3 tysiące dolarów.
Przypominam, że wyjechałam z Gawo, a w Stanach jestem w AuPairCare i mam ubezpieczenie podstawowe. Moja rada dla Was - jeśli macie możliwość wykupienia jakichś dodatkowych, rozszerzonych ubezpieczeń - bierzcie wszystko, co się da! Ja nie interesowałam się żadnym rozszerzonym, bo po pierwsze, nie miałam wtedy na to kasy, a po drugie pomyślałam, że co mi się może stać... No i widzicie, przypadki chodzą po ludziach! Za tę kwotę, która mi została do zapłacenia, można by kupić bilety do Europy i z powrotem... dla trzech osób.

Pamiętacie ten dom, który budowali obok naszego? Mówiłam Wam, że było tu sporo drzew i się podłamałam, jak wszystkie wycięli i w ogóle. No to dom od dawna jest gotowy, a kilka dni temu wprowadziła się rodzina. Małżeństwo z trójką dzieci - dwóch chłopaków i dziewczyna. Strzelam, że najmłodszy ma jakieś 12 lat, a najstarsza jest dziewczyna i wygląda mi na jakieś 16. Trochę miałam nadzieję, że będą o wiele młodsze dzieci, no ale cóż. Mają dwa duże labradory i strasznie mi się nie podoba, co ci ludzie robią... Codziennie oba przywiązane są do drzewa od samego rana, aż do momentu, gdy oni wrócą z pracy. Jeden jest spokojny, a drugi szczeka NON STOP. Nie wydaje mi się, żeby to było komfortowe dla nich, bez kitu. Pomijam w ogóle kwestię pogody, bo do tej pory było po +40 stopni codziennie, a teraz jest co prawda trochę chłodniej, ale wciąż bardzo ciepło no i codziennie leje deszcz i zdarzają się burze przez jakąś godzinkę, max dwie. Mam zamiar się tam wybrać na dniach.

Do zakładki "mój poradnik dla au pair" dodałam kolejny punkt, czyli pytania, jakie możecie usłyszeć podczas interview. Jeśli jesteście na początku swojej drogi, to możecie być zainteresowani, więc zapraszam do poczytania.

POLACY ZA GRANICĄ! Oh, czy tylko Wy macie wrażenie, że dwa znaki rozpoznawcze Polaków, to: wódka oraz słówko "kurwa". Ostatnio na Facebooku przeczytałam post dotyczący przeklinania i później komentarze i tak pomyślałam, że wspomnę o tym tutaj. I naprawdę, to jest mega przykre, ale Polacy sami sobie wystawiają takie opinie przecież. Jak jakiś obcokrajowiec przyjedzie do Polski, to słyszy coś w stylu: "chodź, zobaczymy, ile możesz wypić!" Ile razy, spacerując po ulicach w innych krajach, poznawałam naszych rodaków po tym, jak używali wspomnianego wyżej słowa jako przecinka co trzy wyrazy. Wiecie, ja nie mam nic do przeklinania, jeśli ktoś chce, ale bez przesady. Nie tak, żeby później ludzie dookoła świata, na pytanie czy potrafią powiedzieć coś po polsku, odpowiadali Wam "słowo na K" - niech chociaż na moim blogu będzie porządnie ;D. Nie no, wydaje mi się, że wiecie, o co mi chodzi. Musiałam to z siebie wyrzucić!
Oczywiście nie mówię, że wszyscy tak mają! Opowiadam o przykładach, których byłam świadkiem.

Czy Wy lubicie kabarety? Jeśli tak, to obejrzyjcie sobie tegoroczną Mazurską Noc Kabaretową! Uśmiałam się, więc polecam :).

Czy ja coś jeszcze chciałam... Nie, chyba nie. W sumie, jako że pusto w dzisiejszej notce, dodam kilka losowych zdjęć, co by tu trochę to wszystko ożywić.

Mój ulubiony ciuch z całej szafy! :D




Pamiętacie to zdjęcie? Grudzień 2013 :).
Tyyyle się wydarzyło od tego czasu!





Do następnego!
Aga

PS. Jeśli ktoś przegapił drugi post z serii tworzonej przeze mnie i Nathana i chciałby poczytać, to zapraszam TUTAJ :).

Saturday, June 21, 2014

Washington = szpital i kradzież...


Wycieczka do stolicy USA nie pozostawiła za sobą jakichś mega pozytywnych wrażeń, bo tym razem miałam parę nieprzyjemnych przygód. Pierwszego dnia spotkałam się z pewną osobą, którą znalazłam na couchsurfingu i spędziłam ten dzień w Reston (Virginia). Całkiem fajnie bylo i baaaardzo gorąco. Wieczorem pojechałam z Nathanem do Washingtonu, by spotkać się z tym jego przyjacielem, którego poznałam w Kalifornii, i który mieszka właśnie w DC. I potem to już poleciało... Wieczorem, gdy byliśmy pod Kapitolem, strażnicy wezwali karetkę, która zabrała mnie do szpitala. Nie chcę wnikać w szczegóły, ale jak dostanę rachunek, to Wam powiem, ile takie coś kosztuje... Oczywiście nie miałam swojej karty ubezpieczeniowej, bo zostawiłam wszystko w aucie - wyszliśmy przecież na chwilę na spacer. No więc spędziłam w szpitalu całą noc, wypuścili mnie ok. 5 nad ranem. Pierwsze, o czym się dowiedziałam po wyjściu: "okradli nas". Tzn. głównie mnie. Pieniądze, karta bankowa, dowód... Nie wiem, po co temu komuś był potrzebny mój polski dowód, ale spoko. Strasznie się zestresowałam, że paszport też zniknął, ale na szczęście akurat to zostawili. Od razu odpowiadam na komentarze, które zapewne pojawiłyby się, gdybym tego tu nie napisała - tak, zablokowałam kartę, mam już nawet nową; tak, wiem, że jak będę miała stanowe prawo jazdy, to nie będę musiała zabierać paszportu; tak, wiem, że to ja zostawiłam torbę w aucie i gdybym tego nie zrobiła, to zapewne nikt by mi nic nie ukradł. Także spoko. Następnego dnia wycieczka do Washingtonu raz jeszcze. Znowu mega upał, a ja nie czułam się najlepiej, więc ogarnęłam tylko kilka tych najważniejszych miejsc, jedno muzeum i tyle. Później prawie spóźniliśmy się na samolot. Okazało się, że wyjechanie 3 godziny wcześniej, mając lotnisko godzinę drogi dalej, nie było wystarczające. Całe szczęście lot był opóźniony godzinę, bo tylko dzięki temu udało się na niego zdążyć i wrócić do domu wczoraj. 

Ja to wszystkiego w tych Stanach doświadczę, czego nie doświadczyłam w Polsce przez 21 lat, bez kitu.

Także no... Dodaję kilka zdjęć i lecę. 


Abraham Lincoln Memorial



World War II Memorial

To samo miejsce.


Ciekawostka: woda pochodząca z miasta o nazwie "Poland" w stanie Maine.


Chyba potrzebuję zrobić sobie jakiś czas lenia i odpocząć trochę... Zaraz odpiszę jeszcze na Wasze komentarze pod poprzednią notką i potem nie będę robić NIC. Taki mam plan na najbliższy czas.

Pozdrowienia!
Aga

Sunday, April 13, 2014

Pozegnanie z Alicia, uczelnia, upaly, ciekawostki... - czyli wszystko i nic :).

Okej, tym razem przyznaje, ze nie chcialo mi sie pisac notki. Nie jest to spowodowane tym, ze blog mi sie znudzil czy cos (NIGDY!), ale tym, ze jak sie zabieram za pisanie, to nagle mam milion roznych mysli w glowie i nie wiem, co ja wlasciwie chce Wam przekazac. Doszlam wiec do wniosku, ze po prostu zaczne pisac to, co mam w glowie bez zbednego zastanawiania sie nad tym, a co mi z tego wyjdzie, to sie okaze. Zobaczymy tez, ile czasu mi to zajmie. W chwili obecnej jest godz. 1:15pm. Czas: start!

Pogoda, pogoda... 
Wlasnie wrocilam ze spaceru i zapomnialam posmarowac sie kremem z filtrem. Efekt jest taki, ze niezle opalila mi sie twarz, ale to na szczescie da sie przykryc makijazem w razie potrzeby. Nie przeszkadzaloby mi to, gdyby skora na twarzy opalala mi sie jakos na brazowo czy cos, ale ona opala sie na czerwono, no to dajcie spokoj :P. Plus tego wszystkiego jest taki, ze dzisiaj byl pierwszy dzien, kiedy zapomnialam o kremie, wiec generalnie cala reszta jest opalona, ale nie spalona i, co mnie najbardziej zadziwia, nie na czerwono! Nie ma to jak amerykanskie slonce haha Ale powiem Wam szczerze, ze dopiero teraz zaczelam sobie zdawac sprawe z tego, jak tutaj wyglada lato. Wczoraj lazilam w krotkich szortach i topie bez ramiaczek, a gdy powiedzialam: "dobrze, ze wieje, bo bez tego byloby mi za goraco", w odpowiedzi uslyszalam: "Aga, to dopiero kwiecien!".

Kurs czas zaczac!
Pojechalam sie ogarnac ze szkola ostatnio, no bo zobaczcie, ze minelo mi piec miesiecy, a jeszcze nie zaczelam kursu... Jak juz wspominalam, nie znalazlam niczego szczegolnie ciekawego, wiec w koncu stanelo na angielskim, no trudno. Pare dni temu pojechalam na test, ale babka powiedziala, ze nie bedzie go ze mna przeprowadzac, bo slyszy, na jakim poziomie jestem i to nie ma sensu. Fajnie, tyle ze zaczely sie lekkie schody... Bede przedluzac program na kolejny rok, co oznacza, ze papierek potwierdzajacy zakonczenie kursu musze miec zlozony do 1 pazdziernika (pelny rok w Stanach minie mi 4 listopada). Jakbym chciala chodzic na regularny kurs 2 razy w tygodniu po 3 godziny, malo prawdopodobne byloby to, ze wyrobilabym sie przed terminem. Spowodowane jest to tym, ze w miedzyczasie dochodzi przerwa letnia i kobiety tam nie wiedzialy jeszcze, ile ona potrwa, poza tym zawsze zdarzaja sie jakies losowe wolne dni, czy moje podroze, czy cos. Generalnie zebrac trzeba 72 godziny, ale przepisy mowia, ze trzeba byc obecnym na 80% zajec, co daje 60 godzin czy cos takiego. Nie wiem, czy tak jest wszedzie, czy nie. Siedzialam wiec obok niej i obie zastanawialysmy sie, co z tym zrobic, zeby miec pewnosc, ze wyrobie sie ze wszystkimi godzinami. Bardzo mi pomogla, naprawde. Wpadlam na pomysl polaczenia jakichs dwoch kursow. Ona troche pomyslala, pogadala z kolezanka i stanelo na tym: bede chodzic cztery razy w tygodniu, od poniedzialku do czwartku, na 3 godziny dziennie. W poniedzialek i srode bede miala zajecia z kultury i historii Ameryki, polaczone z jakims tam prawem lekko, ogolnie przepisami tutaj i tym, jak wygladaja procedury zwiazane ze zdobyciem obywatelstwa, itp. We wtorki i czwartki sa zajecia z podstawowego angielskiego, na ktorym umarlabym z nudow, wiec bede sobie tam chodzic i wpisywac sie na liste, ale zamiast uczyc sie podstawowych zasad gramatyki, bede korzystala z kursow online - TOEFL oraz GED - czyli kursy, przygotowujace do egzaminow na studia, itp., na wyzszym poziomie. Pasuje mi to! Tym bardziej, ze bylo z tym troche kombinowania z jej strony. Jestem wiec wdzieczna, ze wymyslila cos takiego. Jak dobrze pojdzie, to bede to miala z glowy na poczatku czerwca.
I tak, wiem, ze moglam sobie wybrac jakis kurs wyjazdowy, weekendowy, i miec z glowy wszystkie potrzebne kredyty... Nie chcialam jednak ;). Wole to.

Alicia w Chinach
Ostatnio nie czuje sie najlepiej, jakies oslabienie mnie dopadlo czy cos, nie wiem. Dlatego tez ciesze sie w sumie, ze Alicia wyjechala na te nieco ponad dwa tygodnie, bo moglam sie troche polenic przez ten czas. Nawet Margie sobie wyjechala dzien po niej do swojej rodziny na Floryde i wraca dopiero dzisiaj poznym wieczorem. Nathan leci jutro do Chin odebrac Mala i beda tu w czwartek kolo poludnia. 
Powiem Wam, ze strasznie ciezko bylo sie pozegnac z Alicia, bo ona strasznie przezywala ten wyjazd. Oczywiscie jest to normalne i nie wydaje mi sie, zeby to bylo komfortowe nawet dla starszych osob. Wyobrazcie sobie, ze spedzacie 20 godzin w samolocie z matka, z ktora nie uklada Wam sie najlepiej. Ladujecie w zupelnie obcym kraju, ktorego jezykiem nie umiecie sie w ogole poslugiwac. Poznajecie mnostwo ludzi z rodziny, z ktorymi nawet porozmawiac nie mozecie, bo oni nie mowia po angielsku. Jedyne, co moga zrobic, to zaglaskac Was na smierc, czego Wy naprawde nie lubicie. Wasi najblizsi sa natomiast strasznie daleko i nawet polaczenia na Skype strasznie przerywaja. I wyobrazcie sobie, ze w takiej sytuacji zostala postawiona 4-letnia dziewczynka... 
Dzien przed wylotem pojechala do matki, zeby sie tam u niej spakowac i w ogole, poza tym musialy wstac rano na samolot. Juz wtedy plakala chyba z godzine, a jak odwiezlismy ja do domu tej kobiety, to siedzielismy w aucie z pol godziny, zanim Alicia zdecydowala, ze to czas, by zadzwonic do drzwi. Ile razy slyszelismy teksty typu: "bede za wami strasznie tesknic, bardzo was kocham, opiekujcie sie Cleo (kot) i moja rybka, bede dzwonic!", to nie zlicze... Nastepnego dnia Nathan pojechal po nie rano, zeby je odwiezc na lotnisko i po drodze wpadl jeszcze tutaj, bo Alicii strasznie na tym zalezalo. Znowu jedna wielka rozpacz... Powiedzialam, ze mam cos dla niej, zlapala mnie za reke i poszlysmy do mojego pokoju. Dalam jej kartke, ktora zrobilam na szybko. Napisalam, ze mam nadzieje, ze bedzie sie dobrze bawic, ze ja kocham i bede tesknic. Jak jej to czytalam, to tak sie poplakala znowu, ze masakra, po czym przytulila mnie i, wychodzac juz pozniej z domu, powiedziala do mnie: "you're special!". Mega fajne to bylo! 
Ogolnie ciezka sprawa, nie bylo latwo patrzec na nia w takim stanie, samej chcialo mi sie plakac, gdy ja widzialam. Ale z drugiej strony wiem, ze ona jest naprawde silna, mimo jej wieku. Jak rozmawialysmy przedwczoraj, to powiedziala, ze fajnie spedza czas, wiec kamien z serca :). Dodala, ze nie moze za bardzo bawic sie z dziecmi, bo nikogo nie rozumie i oni jej nie rozumieja, ale generalnie ona jest czasem samowystarczalna, co w tej sytuacji jest ogromnym plusem. 

Aga kucharzy...
Zrobilam ostatnio tarte z owocami i taka dobra mi wyszla! Az bylam z siebie dumna, a i Nathan byl zachwycony, wiadomo. Ja to nie jestem zbyt dobra kucharka, mam takie wrazenie. Potrafie zrobic pare rzeczy, ale jak sie biore za pieczenie czegokolwiek, to jest katastrofa zazwyczaj. Zawsze, ZAWSZE cos wychodzi nie tak. Strasznie jest to irytujace, bo robie wszystko dokladnie tak, jak w przepisach, a cos sie zawsze psuje. Nie motywuje mnie to w ogole do dalszych prob. Coz, nie kazdy urodzil sie ze zdolnosciami kucharskimi ;P. Rozpaczac z tego powodu nie bede raczej. 


Alabama i Mississippi
Wspominalam Wam ostatnio, ze odwiedzilismy dwa kolejne stany. Tym razem padlo na Birmingham w Alabamie oraz Tupelo w Mississippi. Generalnie nie mam zadnych ciekawostek ani zdjec, bo nie byly to jakos mega ciekawe miejsca. W Birmingham na pewno znalazloby sie troche rzeczy do zrobienia, ale nie za bardzo byl na to czas. Bede tam jednak w czerwcu jeszcze raz za sprawa koncertu Marsa, wiec moze wtedy. Tupelo natomiast to lekka wioska :D, ale jakze stworzona dla fanow Elvisa Presley'a! To wlasnie tam sie urodzil i wszedzie, doslownie wszedzie o tym informuja. Sa tez oczywiscie specjalne wycieczki do jego domu, muzea, itp., a w restauracjach na scianach wisza jego zdjecia czy plyty... Takze jesli jestescie fanami, to nie mozecie tego przegapic! Ja fanka nie jestem i nigdy nie bylam, wiec patrzylam na to wszystko z lekkim przymruzeniem oka.

Spotkanie OFC z Filipem
Co tam jeszcze ciekawego... 28 czerwca odbedzie sie kolejne, piate juz spotkanie fanclubu Filipa z fanami w Warszawie. Zajmuje sie jego organizacja na odleglosc i az mnie sciska, ze mnie tam nie bedzie. Bo wiecie co, za Polska w ogole nie tesknie i nie czuje najmniejszej potrzeby leciec tam. Ale troche sie obawiam, ze cos bedzie nie tak, cos nie wyjdzie, czy cokolwiek... A za rok nie bede mogla leciec na 10000%, bo jak przedluzamy pobyt, to musimy odnawiac wize na wlasna reke, jesli chcemy wyjezdzac za granice Stanow. Postanowilam jednak nie leciec, bo zwyczajnie szkoda mi kasy... Wole ja przeznaczyc na podrozowanie tutaj, niz na lot na spotkanie na jeden czy dwa dni. Bez sensu, a dluzej nie chce tam byc, wiec mija sie to z celem raczej. Mam wiec ogromna nadzieje, ze ludzie, ktorym ufam, zrobia wszystko, co w ich mocy, zeby wszystko wyszlo tak, jak bylo do tej pory :)).
Jakby ktos byl zainteresowany szczegolami dotyczacymi spotkania, to mozecie sobie zajrzec na strone, na ktorej wszystko wyjasnilam, czyli TUTAJ.

To chyba wszystko na dzis :). Tym razem bez zdjec, bo w chwili obecnej zwyczajnie nie mam co wrzucac. Nie zapomnialam jednak o tradycyjnej samojebce!

Pozdrowienia i do nastepnego!
Aga

PS. W chwili publikacji postu jest godzina 2:16, wiec nie ma tragedii. Godzinka, a nie dwa dni, jak poprzednim razem :D.
PS2. Jutro robie najazd na Wasze blogi!

Sunday, March 30, 2014

Koncert Thicke, "Aga, I love you!" i ja w... Chinach?! - Zbior z ostatnich dni :).

Six Flags Over Georgia
Tak! Ponad polowa jednego z punktow na mojej "to-do list" zostala wykonana. Zalozylam sobie, ze chce odwiedzic co najmniej 3 parki Six Flags. Nie pytajcie, dlaczego akurat minimum 3, a nie np. 4... Nie wiem, tak po prostu wyszlo. Pierwszy byl na drugim koncu kraju, czyli w Los Angeles, a w ostatnia niedziele wybralam sie do drugiego w Atlancie, zaledwie 45 minut drogi autem ode mnie. I na pewno bede tam jeszcze nie raz, bo mam wejsciowke sezonowa! Wiecie, jakie to jest bez sensu z cenami tam... Wejsciowka jednodniowa kosztuje ok. $68*, a sezonowa, na nieograniczona ilosc wejsc w sezonie, $75*... No to prosze Was, co sie bardziej oplaca?! Oczywiscie, ze sezonowka. Tym razem nie obylo sie tez bez specjalnego urzadzonka, ktore pozwala na omijanie kolejek i wchodzenie na rollercoastery od razu po rezerwacji. Jak szastac, to szastac, a co! Bylo super, naprawde. Uwielbiam adrenaline, ktora towarzyszy parkom rozrywki. 
Na pierwszy ogien tym razem poszla wieza zwana "acrophobia", czyli "lek wysokosci". Jak mozna sie domyslic, siadacie sobie na krzeselku, wiezdzacie do gory (w tym przypadku w czasie wjazdu na gore wszystko obraca sie wokol wlasnej osi) i po kilku sekundach spadacie na dol. Wysokosc tego w Atlancie to 200 stop, czyli niecale 61 metrow (KLIK). Tutaj dwa jakby plusy to fakt, ze fotele przechylaja sie troche do przodu, wiec twarz skierowana jest bardziej na dol, niz calkiem na wprost. Poza tym, na gorze puszczaja jakas muzyczke jak z horrorow, bez kitu. Jakas kobieta spiewa dziwnym glosem, a te krotka piosenke konczy slowami: "...and going down". Na gorze okazalo sie, ze jest znacznie wyzej, niz sie wydawalo, stojac na dole i powiem Wam, ze az przerazenie poczulam. No ale to jest takie pozytywne przerazenie... Ah, uwielbiam to :))).
I tu mam dla Was mala niespodzianke! Otoz, bedac w parku, nagralam krociutki filmik z pozdrowieniami dla Was :). Nie tylko moje wlosy wtedy byly mokre, ale cale ciuchy tez. Tyle dobrze, ze (tak, chwale sie pogoda) mialam krotkie spodenki, to przynajmniej nie musialam sie meczyc z mokrymi dzinsami. Filmik znajdziecie po kliknieciu na fotke ponizej.



Robin Thicke
Koncert, na ktory tyle czekalam, juz za mna. W zwiazku z tym, ze bilet kupilam w ostatniej chwili, mialam beznadziejne miejsce. Nie sprawilo to jednak, ze zle sie bawilam, bo ogolnie koncert bardzo mi sie podobal. Wiadomo, ze Thicke nie jest najlepszym wokalista ever, ale moim zdaniem ma naprawde fajny glos, ktory potrafi wykorzystac.
Nie podobalo mi sie to, ze koncert byl w teatrze i przez wiekszosc koncertu polowa publicznosci siedziala. SERIO?! Ja nie usiadlam ani na chwile i brakowalo mi bardzo tego szalu pod scena. Brakowalo mi bycia mokrym od potu po bawieniu sie z tlumem ludzi oczywiscie w pierwszym rzedzie. Wiecie, kiedy wstali wszyscy? Tak, na "Blurred lines", ktora to piosenka byla ostatnia tego wieczoru. Najbardziej znana, ale zdecydowanie nie jego najlepsza. Polecam posluchac innych piosenek z jego plyt, niektore sa zupelnie inne i jest naprawde sporo calkiem dobrych.
Moja pierwsza reakcja a'propos publicznosci jest taka, ze no niestety, ale polska publika wymiata :)!
Tym razem nie walczylam o zrobienie sobie zdjecia ani nic, bo po pierwsze, lubie jego muzyke, ale jakas mega fanka nie jestem, a po drugie ubralam sie bardzo nieodpowiednio do pogody (co zobaczyc mozecie na fotce troche wyzej po lewej), a strasznie wialo, wiec nie chcialam zamarznac. Uff, dlugie zdanie mi wyszlo... No nic.
Generalnie koncert na plus. Robin zdecydowanie na plus :). Tak samo jak i jego zespol, i chorek. Publika na minus. Czekam na nastepne koncerty, zeby miec co porownac!
Ponizej filmik ze slynna piosenka pt. "Blurred lines".



Chiropraktyk
Pamietacie moja pelna rozpaczy notke, w ktorej napisalam o moim biednym kregoslupie? Jesli nie, zapraszam TUTAJ.
Zastanawialam sie nad tym jakis czas i w koncu zdecydowalam sie zgodzic na chiropraktyke. Ogolnie przeraza mnie to, co oni robia i nie moge patrzec i sluchac tego wszystkiego (mozecie obczaic zdjecia na googlach, zeby miec lepsze wyobrazenie tego, o czym mowie), dlatego dla mnie znalazla sie inna, o wiele lagodniejsza metoda. Wykorzystuje ona urzadzenie, ktore mozecie zobaczyc klikajac TU. Metoda ta jest zupelnie bezbolesna i nie czuje zadnego dyskomfortu podczas wizyt. Przed tym wykonywany mam masaz w celu rozluznienia miesni.
I jakie to jest niesamowite, ze w niedziele lazilam 4 godziny bez przerwy i nie czulam ZADNEGO bolu. Od pierwszego dnia po wizycie czulam masakryczna poprawe. I nie moge sie nadziwic, naprawde. To jest dla mnie takie niewiarygodne! Tyle meczenia sie w Polsce z tym wszystkim, a tu raz-dwa i znalazlam kobiete, ktora od reki mi pomogla. Powiedzialam jej ostatnio, ze bylam bardzo zaskoczona tym, ze nie czuje w ogole bolu. Ona odpowiedziala, ze nie jest w ogole tym zaskoczona. Powiedziala, ze od poczatku wiedziala, ze tak bedzie i dodala: "nie pakowalabym cie w to, gdybym nie miala 100% pewnosci, ze ci to pomoze". I co prawda do poprawy stanu mojego kregoslupa jeszcze dluga droga, ale zycie bez bolu jest milion razy lepsze.

Lowcy.B w Chicago
Jakis czas temu przegladalam sobie glowna na fejsie i mignal mi post ze strony Lowcow o tym, ze lecialo wtedy "Dzieki Bogu juz weekend" z nimi i potem podpis: "a za chwile tu..." i link do jakiejs strony. W ogole sie nie zainteresowalam, no bo przeciez i tak bym nie poszla. Kilka godzin pozniej trafilam na ten post raz jeszcze i tym razem w oczy rzucil mi sie symbol dolara. Zmruzylam lekko oczy i zobaczylam, ze w maju maja wystepy w Chicago, New Jersey i prawdopodobnie rowniez w Nowym Jorku! Mowie Wam, tak sie podekscytowalam, ze szok. Traf chcial, ze akurat siedzialam w salonie, obok mnie Margie i Nathan, ktorzy zaczeli sie ze mnie smiac ;). Oczywiscie lece, a jak. Tak czy siak chcialam leciec do Chicago, bo jest tam kilka miejsc, ktore chcialam zobaczyc, a teraz przynajmniej mam jeszcze konkretniejszy powod, co bardzo mnie cieszy. Postanowilam wiec poleciec sobie na kilka dni. Nie moge sie doczekac! Myslalam, zeby isc rowniez na wystep w New Jersey, ale normalnie sie zalamalam, jak zobaczylam, jakie sa loty! Ja nie rozumiem, jak moze nie byc jakiegos normalnego bezposredniego polaczenia z Chicago do New Jersey! No bo sory, ale 6 godzin to troche za duzo...

"Aga, I love you!"
Ostatnio dostalam dwie kartki od Alicii, ktore sprawily, ze tak mi sie cieplo na sercu zrobilo, ze sobie nie wyobrazacie! Ona czesto daje nam jakies obrazki i w ogole, ale lubi tez pisac listy i rozne kartki... Dlatego czasem pisze sobie jakas wiadomosc, wklada ja do koperty, ktora potem zakleja, nastepnie pisze do kogo i od kogo oraz rysuje znaczek. Moje dwa najnowsze listy:

"I love spending time with you! Love, Alicia"
Na rysunku ten wiekszy kot to jej, w sumie to nasz ;), 
kot o imieniu Cleo, a ten mniejszy, to moj kot w Warszawie - Irys. 
Wiecie, dlaczego jest mniejszy? Cytuje: "bo jest bardzo daleko, w Polsce, 
wiec wydaje sie, jakby byl mniejszy". Ten czlowieczek, to Alicia.

"I am glad you are going to stay here for a long time. A"
Ten rysunek po prawej stronie, to kolorowa tecza, kilka serduszek, 
a te koleczka, to "hundred kisses".

Matka Alicii
A tutaj tylko taka ciekawostka... Alicia leci z jej matka do Chin na ponad dwa tygodnie i wczesniej padl pomysl, zebym to ja leciala ja odebrac (bo jej matka zostaje dluzej) i Nathan powiedzial, ze moglabym sobie poleciec na tydzien czy cos i pozwiedzac. Spoko, sam lot, inny kraj, inny jezyk... Tego sie nie boje. Zawsze na couchsurfing da sie znalezc kogos, z kim moglabym sie spotkac i w ogole. No i mialabym wycieczke do Chin za darmo! Ale wiecie, co sobie pomyslalam... Nie, ja nie bede sie uzerac z jej matka. Co ja bym miala niby zrobic, gdyby cos jej strzelilo do glowy i stwierdzilaby, ze nie da mi Alicii? A uwierzcie mi, ze jest do tego zdolna. Mialabym o wiele mniejsze pole do popisu, niz jej tata, wiec przekonalam go, ze jednak lepiej, zeby to on lecial. Ufff.
Btw, wiecie, jak ta kobieta mowi na mnie do Alicii? Cytuje: "asshole". To samo mowi o Nathanie. Coz...

Angielski
Wsiaklam do reszty. "Seriously?!", wypowiadane tym mega zdziwionym glosem; "you know", wtracane co chwile; "and stuff", gdy koncze zdanie; "like", ktore pasuje wszedzie; "really...", gdy jestem rozczarowana... Ostatnio, gdy powiedzialam zdanko: "it was like totally awesome", podnoszac jednoczesnie dlon i machajac ja glupio na wysokosci mojej klatki, Host normalnie wysmial mnie w twarz :P. Powiedzial, ze gadam jak typowa Amerykanka.
"And I was like... seriously?! You know, I was kinda shocked and stuff."


A na koniec, tradycyjnie juz w takich notkach, selfie :D.


Buziaki,
Aga

Friday, March 7, 2014

Pierwsza wizyta w szpitalu zaliczona, czyli jak wyglada opieka medyczna w Stanach + skrot z ostatniego tygodnia.

Hejka! Witam ponownie po ponad tygodniu mojej nieobecnosci na blogu. Czy dzialo sie cos ciekawego przez ten czas... No dzialo sie i to sporo. Troche pozytywow, troche negatywow, ale generalnie koncowy bilans oceniam na plus. No ale po kolei...

tax
W zeszlym roku oczywiscie nie zarobilam az tyle, zeby rozliczac sobie tu podatki, wiec, odpowiadajac jednemu z komentujacych, nie wyjasnie nic w tym temacie, bo nic nie wiem. Moja AD powiedziala, ze lepiej zrobic cos wczesniej, ale nie do konca wiem co. W drugiej polowie miesiaca AD chce sie spotkac z kilkoma au pairkami z okolicy na kawe i wtedy tez wyjasni, o co chodzi z tym "na zapas".

szkola
Bozeeeeeee, jak mnie ten temat dobija, to sobie nie wyobrazacie nawet... Szukalam, szukalam i szukalam, i nic nie znalazlam. Nie wiem czy to jest kwestia tego, ze moje zainteresowania sa tak wyszukane, ze nie moge znalezc zadnego fajnego kursu, czy co. Stwierdzilam, ze nie bede wydawac pieniedzy na cos, co mnie kompletnie nie kreci, bo to strata i czasu, i kasy ktora moge wykorzystac inaczej. Postanowilam wiec isc na kurs angielskiego mimo tego, ze kobieta, z ktora o tym rozmawialam powiedziala, ze, wedlug niej, ja wcale tego kursu nie potrzebuje. No ale problem tym, ze wsrod wszystkiego, co widzialam, moglabym isc na jedna rzecz i musialabym jechac 1.5 godziny w jedna strone na polnoc od Atlanty. No to sam dojazd to w sumie 3 godziny + 3 godziny zajec, czyli mam 6 godzin z glowy. Nie, dziekuje bardzo. Ten kurs angielskiego jest za darmo, wiec jakby mi cos wpadlo do glowy pozniej, to nadal bede miala do wykorzystania to $500, ktore Host Family musi przekazac na edukacje. 
Ale powiem Wam, ze sie troche wkurzylam ostatnio, bo pojechalam sie zarejestrowac w ostatni wtorek i oczywiscie nic z tego nie wyszlo, bo nie mialam formularza I-94. Moze to jest oczywiste, ze powinnam to miec, nie wiem, ale nie pomyslalam po prostu. A jak bylam tydzien wczesniej dowiedziec sie wszystkiego, to mi babka nie powiedziala, ze musze miec ten formularz, a wymienila wszystko inne. I wiecie, kiedy teraz moge jechac? 4 kwietnia. Super... Nie do konca to rozumiem, bo przeciez one tam maja komputery i drukarke, wiec nie wiem, dlaczego nie moglam tego tam wydrukowac. Pomijam fakt zarejestrowania sie chociazby dzien pozniej, bo one tam caly czas sa. No ale dobra tam... Pocieszam sie faktem, ze nie bylam jedyna osoba z tym problemem. Zawsze to jakis plus.

prawo jazdy
Noooo to jest dopiero katastrofa :D... Stanowe prawko, wedlug prawa w Georgii, powinnam zdobyc w ciagu pierwszych 30 dni od przybycia tutaj. Minely mi wlasnie 122 dni, a ja nadal tego nie mam. Cale szczescie, ze mnie policja nie zatrzymala (odpukac!), bo nie mam zamiaru placic mandatu za jazde wlasciwie bez waznego prawa jazdy. No coz. Ostatnio pojechalam, zeby zdac test i oczywiscie nawet do niego nie podeszlam. Ah, nie pytajcie, dlaczego, bo znowu sie zirytuje. I w tym tygodniu na pewno juz tego nie zrobie, w przyszlym tez nie, wiec dopiero sprobuje we wtorek 18 marca. Zobaczymy, jak to wtedy mi wyjdzie, ale mam nadzieje, ze zalatwie wszystko za jednym razem, bo nie chce mi sie juz z tym bujac, a przeciez musze to w koncu zrobic.

Nowy Jork / Myrtle Beach / Detroit / Birmingham
Nie moge sie doczekac weekendu 11-13 kwietnia, kiedy to wraz z Dorota robimy najazd na Nowy Jork i Karoline! Fajnie, fajnie. Super, ze udalo nam sie znalezc mniej wiecej takie same loty, to przynajmniej nie bedziemy musialy czekac na siebie na roznych lotniskach. Jakby ktos byl ciekaw, to z miesiecznym wyprzedzeniem bilet do NY i z powrotem, wylot w piatek i powrot w niedziele, wyniosl mnie $350. Lece Delta, jak zwykle. Odliczanie czas zaczac!

W piatek jade na Myrtle Beach, ktore miesci sie w Poludniowej Karolinie. Pozniej zahaczam o Greenville w Karolinie Polnocnej, czyli znowu dwa stany za jednym razem! Wracam pewnie w srode wieczorem. Mam nadzieje, ze pogoda bedzie jakas normalna, zeby mi wiatr glowy nie urwal nad oceanem.

Kolejnym planem, tym razem na jeden z majowych weekendow, jest Detroit! Spotkanie z Dorota i male co nieco poza tym :). Mam nadzieje, ze w tym czasie bedzie juz tam nieco cieplej, niz teraz, bo nie mam ochoty lazic po zaspach sniegu. Ale w sumie tak z drugiej strony, w dobrym towarzystwie to i pogoda nie straszna, czyz nie?

Ostatnim pewnym teraz planem jest Birmingham w Alabamie, czyli zaledwie 2 godziny drogi autem stad. Cel podrozy: koncert Bruno Marsa! Objezdza on teraz cale Stany z "Moonshine Jungle Tour 2014", ale niestety nie zahacza o Atlante (co jest dziwne), wiec znalazlam inny, dogodny termin. 11 czerwca!
Powiem Wam, ze bylam na koncercie Bruna w Berlinie prawie dokladnie 3 lata temu, bo bylo to 3 marca 2011 roku. Bylo niesamowicie! Jego glos na zywo - WOW. Po prostu genialny wokal. Pochwale sie, ze mialam nawet okazje sie do niego przytulic, ale to bylo troszke dziwne uczucie, bo on jest baaaardzo niski i czulam, jakbym sie przytulala do dziecka hahaha

szpital
Nie wiem, czy jest sie z czego cieszyc, ale mialam okazje zobaczyc tez, jak dziala amerykanska opieka medyczna. Po pierwsze, ten szpital wygladal jak hotel... I w sumie to byl drugi, w ktorym bylam, ale za pierwszym razem zawiozlam tam matke Nathana i ten wygladal bardzo podobnie. Fajny standard, nie powiem, ze nie. Poza tym, co jeszcze musze powiedziec to fakt, ze nawet siedzac w poczekalni caly czas ma sie jakas tam opieke. W sensie ze pielegniarki spaceruja i pytaja czy wszystko okej, czy moze cos do picia podac, czy cos. Informuja tez, ile trzeba poczekac, na co i dlaczego, wiec nikt nie siedzi i nie zastanawia sie, czy ten lekarz w ogole kiedykolwiek ich przyjmie, czy nie...
Moja historia wyglada tak... Od dziecka zmagam sie z problemami z kregoslupem, ktore nasilaly sie z wiekiem. Wiecie, jak to jest... Skolioza jest bardzo popularna wsrod dzieci i wlasciwie od rodzicow zalezy to, czy stan kregoslupa sie poprawi, czy tez nie, a ja nie chodzilam na zadne zajecia korygujace. Poza tym, bardzo szybko roslam i kosci troche nie nadarzaly za tempem, co tez mialo wplyw. Przez jakies 2-2.5 miesiaca tutaj nie czulam jakiegos wiekszego bolu, wlasciwie to nie czulam go w ogole, wiec cieszylam sie i pewnie za bardzo... Ok. 2 tygodnie temu tak mi sie wszystko nasililo, ze czasami nie moge ruszac reka! U mnie to wyglada tak, ze strasznie boli mnie lewe ramie, wlasciwie to jeden punkt ciut nad lopatka i bol promieniuje mi do calej lewej reki, az do palcow. W takiej sytuacji, gdy np. chodze sobie, musze trzymac ramie scisniete blisko do ciala, bo, gdy nim nie ruszam, to mniej boli. A nie daj Boze musze nosic jakas torbe czy cokolwiek... Wtedy to jest dopiero tragedia.
Poszlam wiec do ortopedy (czas oczekiwania: JEDEN DZIEN; dla porownania: w Polsce na kazda wizyte u ortopedy czekalam minimum poltora miesiaca + kolejny miesiac na termin na badania, z czego od jednego dowiedzialam sie, ze jest tak zle, ze pomoze mi tylko operacja, a od drugiego, ze na pewno nic mnie nie boli, bo on nic na zdjeciach nie widzi, wiec ja zmyslam). Zrobili mi przeswietlenia od razu tego samego dnia, po kilku minutach mialam wyniki. Lekarka, specjalistka od ramion, powiedziala mi, co ona tam widzi i w ogole, ale powiedziala tez, ze nie moze mi poradzic nic, poza rehabilitacja. Dostalam jednak (ZA DARMO) takie urzadzenie, ktore bedzie mi masowac miesnie, przez co bol bedzie mniejszy.
Nie zadowolilam sie tym do konca, bo wlasciwie nadal nic nie wiedzialam, wiec nastepnego dnia poszlam do innego lekarza, dokladnie do chiropraktyka. Bylam juz tam wczesniej i za jednym razem zrobili mi z 8 albo 9 przeswietlen i milion innych testow. No i wczoraj siedzialam z lekarka w gabinecie godzine i sluchalam, co tam u mnie jest nie tak. Byl to pierwszy lekarz w calym moim zyciu, ktory wyjasnil mi wszystko tak dokladnie, ze teraz calkowicie rozumiem, co sie dzieje, dlaczego, po co, itp. I tak sie poplakalam, ze nie moglam sie opanowac, a jak ona mnie zobaczyla w takim stanie, to sama miala lzy w oczach. A co jest ze mna nie tak? Wszystko ;). Generalnie moja kondycja jest dobra, w sensie, ze nie mecze sie szybko, jestem rozciagnieta, zawsze jakies tam cwiczenia porobie i w ogole, ale stan mojego ciala w srodku wola o pomoc.
Po lewej stronie macie obrazek (mozecie powiekszyc po kliknieciu na miniature), ktory przedstawia napiecie miesni, ktore naciskaja na kosci i nerwy i to powoduje bol, z ktorym nie moge sobie poradzic. Kolor bialy to brak napiecia, czyli wszystko okej. Pozniej zielony, niebieski, czerwony i czarny. Im dluzsza linia, tym gorzej. Widzicie, jak to wyglada u mnie?! MA-SA-KRA. Najwiekszy problem z moim kregoslupem, to odcinek szyjny. Normalnie powinien byc wygiety w taka jakby odwrocona literke C, a u mnie jest... calkowicie prosty. Czyli mam minimalne odleglosci miedzy kregami. Jesli nic teraz z tym nie zrobie, to za kilkanascie lat nie bede mogla ruszyc szyja. Generalnie jestem kaleka. I powiem Wam, ze ciesze sie, ze dalam sie namowic na pojscie tam, bo teraz przynajmniej wiem, co robic, co mi jest i w ogole. I wiem, ze ta kobieta mi pomoze.
Zdaje sobie sprawe, ze lece tu prywata, ale pomyslalam, ze no co tam... Nie jest to krepujace ani nic, a moze ktos ma podobny problem i podrzuce jakis pomysl, co dalej robic.
Jak to ktos kiedys powiedzial - trzeba miec zdrowie, by chorowac w Polsce. Zanim sie czlowiek dostanie do jakiegokolwiek lekarza, to mina miesiace, a i tak sie niczego nie dowie. Tam dowiedzialam sie, ze "nic mi nie jest" i lekarz nie uwierzyl, ze mnie boli. Tu natomiast dowiedzialam sie, ze jesli nic nie zaczne robic, to za kilkanascie lat nie bede mogla ruszyc szyja... Widzicie roznice? Taki kawal drogi musialam przeleciec, zeby w koncu wiedziec, co mi jest.

Women's Day
Wiem, ze to jeszcze nie dzisiaj, ale jutro juz notki na pewno nie dodam, wiec przy okazji chcialam zyczyc wszystkim paniom, ktore mnie odwiedzaja, wszyyyyystkiego najlepszego! Nie obchodzi sie tego dnia tutaj, ale w Polsce jest on dosc waznym swietem. Co roku w Warszawie widac mnostwo straganow z kwiatami, prawie kazdy facet ma w rekach tulipany dla swojej drugiej polowki/mamy/siostry, a np. w Zlotych Tarasach laza specjalnie zatrudnieni na ten dzien faceci, ktorzy wreczaja kwiatki tym dziewczynom, ktore jeszcze zadnych nie maja... Najpopularniejsze sa tulipany, czyli moje ulubione kwiaty ever. Ostatnio kupilam sobie kilka zoltych i teraz pomyslalam, ze moglam zrobic foto i wrzucic Wam tu z okazji tego dnia, jako taki wirtualny prezencik ;), ale tego nie zrobilam, wiec robie szybki research w Googlach i wrzucam inne. Lubie ten dzien!

blog
Jeszcze tylko powiem, ze dodalam dwie nowe zakladki (pasek menu pod naglowkiem). Tzn. nowa jest wlasciwie tylko jedna ("poradnik"), natomiast druga ("to-do list") napisana zostala jeszcze przed moim przylotem tutaj, ale jakos zapomnialam dodac. I jak teraz przejrzalam te wszystkie punkty i poskreslalam, co juz zrobilam, to jestem pod wrazeniem, ze tyle mi sie udalo w tak krotkim czasie. A na kilka z tych rzeczy, ktore tam widze, mam juz plany!
Cos jeszcze chcialam dopisac, ale zapomnialam...
A, wiem! Chcialam dopisac, ze dokladnie 4 osoby napisaly mi maila, ze chetnie by zobaczyly jakis filmik nagrany przeze mnie jako bonus do notki, zeby uslyszec jak mowie i w ogole (pomijajac filmik aplikacyjny, wiadomo). Kto wie, moze zostane vlogerka haha Nie, zartuje, nie zostane. Ale moze kiedys cos nagram, bo moj telefon jest calkiem dobry w te klocki, wiec wiecie... Who knows. Dostalam tez maila od 2 au pairek zza granicy, w sensie nie Polek, ktore zapytaly czy moze nie moglabym pisac notek w dwoch wersjach - polskiej i angielskiej. Hmm... Bede calkiem szczera - w chwili obecnej nie chce mi sie :P. Tym bardziej, ze moje notki sa zazwyczaj dluuuuuuugie... Ale to jest takie niesamowite dla mnie, ze tyle ludzi chce mnie czytac! Ciesze sie bardzo z tego powodu.

Na koniec mala samojebka :). 

Czy wiesz, ze...
...przestalam prostowac wlosy, 
zeby dac im troche odpoczac ;)?


Do nastepnego!
Buziaki,
Aga

Wednesday, December 11, 2013

Jak wygrac walke z cera i nie zwariowac :).

Tym razem notka totalnie nie w temacie zycia w Ameryce czy bycia au pair, bo chcialam odpowiedziec na jeden komentarz. Stwierdzilam, ze napisze o tym post, bo skoro jedna osoba jest zainteresowana, to moze wsrod Was znajdzie sie jeszcze ktos, komu pomoga moje doswiadczenia.

Uwaga - bedzie dlugo, szczegolowo i nudno dla tych, 
ktorych ten temat kompletnie nie interesuje ;).

Komentarz:
"Hej Aga, czytalam gdzies na necie, ze wygralas z tradzikiem z izotekiem.
Chcialabym zapytac, co uzywalas podczas kuracji - mniej wiecej co do ust, jakie kremy do nawilzania twarzy, etc.
I jakich podkladow? I jak pielegnujesz twarz po kuracji, czym myjesz, co nakladasz..."

Odpowiadam...

Historia, lekarze...
Problemy z cera mialam odkad pamietam, a do dermatologow zaczelam chodzic w okolicy 4-5 klasy podstawowki. Wlasciwie wtedy niewiele mialam do powiedzenia i tak naprawde nie wiedzialam, czego potrzebowalam i tak dalej, a o wszystkim decydowala glownie babcia, ktora sie mna wtedy opiekowala. Takze sytuacja wygladala tak, ze caly czas dostawalam kolejne i kolejne masci i kremy, ktore nie dawaly nic, a tylko bez sensu wydawalo sie pieniadze i ja meczylam sie coraz bardziej. Najgorsze bylo to, ze problemy mialam nie tylko z twarza, ale tez z plecami, ramionami i dekoltem. Im starsza bylam i im bardziej zalezalo mi na tym, zeby jakos wygladac, tym gorzej sie czulam. Tym bardziej, ze mialam wrazenie, ze bylam jedyna osoba w moim otoczeniu z tym problemem. Skonczylo sie to tak, ze probowalam sie chowac za wszelka cene, a moja samoocena byla na poziomie zerowym.

Dopiero po rozpoczeniu technikum, a dokladnie 10 pazdziernika 2008 roku (pamietam dokladnie ten dzien!) pojechalam do warszawskiej kliniki dermatologicznej, ktora miesci sie na ulicy Koszykowej. Dowiedzialam sie o tym miejscu od mojej poprzedniej dermatolog, ktora poprosilam o cos silniejszego i ktora powiedziala, ze ona mi nic silniejszego nie da i mam jechac tam. No i ten dzien, kiedy weszlam do kliniki odmienil moje zycie!

Trafilam do doktora Marcina Ambroziaka (aktualnie go tam nie ma, bo otworzyl prywatny gabinet, poza tym ma nawet swoj program w telewizji!), ktory okazal sie najlepszym lekarzem, jakiego dane mi bylo spotkac w calym moim zyciu i goraco go polecam. Na poczatku przepisal mi jakies antybiotyki na dwa miesiace na probe, zeby zobaczyc, czy cos to da. Efektow nie bylo zadnych, a ja wrocilam do niego z placzem. Powiedzial mi wtedy o leku o nazwie izotek, ktory przepisuje sie w ostatecznosci. Generalnie lekarze nie chca go przepisywac, bo jest to bardzo silny specyfik, ktory ma mnostwo skutkow ubocznych. Te, ktore wystepuja najczesciej to nasilone bole miesni, bol i zawroty glowy, zmeczenie. Zmiany nastroju, krwotoki z nosa, zaburzenia widzenia wystepuja rzadziej, ale tez sie zdarzaja (ja tego nie mialam). Powinno sie ograniczyc spozywanie produktow z duza iloscia zawartosci witaminy A (np. pomidory). Co miesiac trzeba robic badania krwi, ktore kontroluja cholesterol, bo lek ten moze powodowac podniesienie jego poziomu. Izotek zle oddzialowuje tez na watrobe (podczas kuracji nie mozna pic alkoholu), nie mozna robic tatuazy ani kolczykow, bo wszystko goi sie o wiele wolniej, a to, co wystepuje zawsze, to suchosc skory. I nie mowie tu o lekko przesuszonej twarzy, ale o suchosci w takim stopniu, ze mozna zlapac kawalek skory na czole i pociagnac dalej bez zadnego problemu, bo wszystko zlazi. I to nie tylko na twarzy, ale na calym ciele. A najbardziej cierpia wargi! Masakra, trzeba je smarowac co minute, doslownie. Wymogi, jakie trzeba spelnic, by dostac recepte to podpis na oswiadczeniu, ze rozumie sie wszystkie za i przeciw; podpis prawnego opiekuna, jesli jest sie niepelnoletnim; przyjmowanie tabletek antykoncepcyjnych, poniewaz w trakcie kuracji jak i jakis czas po niej nie mozna zajsc w ciaze (ja nie bralam tabletek, bo nie moge).

Kuracja
Dawke, jaka kazdy musi przyjac, oblicza sie na podstawie wagi ciala. Nie wyjasnie tego, bo nie potrafie, ale moge powiedziec, ze ja musialam wziac 12 opakowan. Czas od rozpoczecia do zakonczenia kuracji zalezy od tego, jaka dzienna dawke dostaniemy. Ja musialam przejsc dwie kuracje (w 20% przypadkow nastepuje nawrot - ja oczywiscie bylam w tej pechowej puli).
Pierwsza znosilam kiepsko, bo te wszystkie skutki uboczne dawaly mi sie we znaki. Szczegolnie suchosc skory (plus tego byl taki, ze mylam wlosy raz na 7 dni, a wygladaly tak, jakbym myla normalnie jak zawsze, czyli co 2), bo moje wargi wygladaly tragicznie mimo tego, ze smarowalam je non stop. Te 12 opakowan zjadlam w ciagu 8 miesiecy. Jakies 2 miesiace po zakonczeniu leczenia dopiero mijaly mi objawy typu wlasnie suchosc skory, czy bole miesni. Pamietam, ze musialam wtedy ograniczyc taniec i dostalam zwolnienie z wfu w szkole, co akurat mi sie podobalo, bo nie lubilam tych lekcji ;). Nie pamietam, jaka dzienna dawke wtedy przyjmowalam, ale wydaje mi sie, ze bylo to 20mg przez kilka pierwszych miesiecy i potem zwiekszona zostala do 40, zeby juz calkiem dowalic.
Druga kuracje rozpoczelam jakies poltora roku po zakonczeniu pierwszej. Doskonale zdawalam sobie sprawe z tego, co mnie czeka, ale wiedzialam tez, ze tylko to mi pomoze. Za drugim razem na start dostalam 40mg dziennie, co jest konska dawka, ale dzieki temu skonczylam o wiele szybciej. Poza tym lekarka powiedziala, ze lepiej brac wieksza dzienna dawke i szybciej skonczyc - lepiej to dziala. I zaskoczylo mnie to, ze za drugim razem objawy nie byly az tak duze, jak za pierwszym. Nie odczuwalam bolu miesni, nie bolala mnie glowa. Mialam oczywiscie sucha skore, ale nie az tak, jak poprzednio. Tym razem moje oczy cierpialy najbardziej i byly czerwone, ale to wystarczy kupic sobie krople i po problemie.
Co wiecej, nie mozna robic przerw! Trzeba brac tabletki jednym ciagiem. Wiadomo, ze nie bedzie jakiejs tragedii, jak sie raz zapomni, ale nie bedzie to dobre, gdy zapomni sie kilka dni z rzedu.

Kosmetyki
Make-up
Dobrze jest nie malowac sie w czasie trwania kuracji i dac skorze odpoczac. Pozwolic, by wszystko wyszlo na wierzch, by sie zregenerowalo, zeby ten naskorek normalnie mogl sobie zejsc. Ja podczas tej pierwszej nie nakladalam zadnego makijazu, tzn. malowalam tylko rzesy. Moja twarz wygladala TRAGICZNIE i prawda jest, ze wstydzilam sie wychodzic tak na dwor, no ale wiedzialam, ze to jest dobre podejscie, wiec zacisnelam piesci i dalam rade.
Za drugim razem nie przestrzegalam tego juz tak, poniewaz skora nie schodzila mi tak strasznie. Malowalam sie wiec normalnie. Poza tym roznica w stanie mojej cery przed za pierwszym i drugim razem byla ogromna.

Nawilzanie
Z calego serca polecam zel do mycia twarzy i krem nawilzajacy La Roche Posay Effaclar H - KLIK. Jest to specjalna seria dla skory wysuszonej kuracja dermatologiczna. U mnie sprawdzilo sie to IDEALNIE i az nie moglam uwierzyc w to, jak dobrze te kosmetyki dzialaly na moja cere.

Wargi!
Do kazdego opakowania izoteku dostaje sie pomadke ochronna, ale, wedlug mnie, nie jest ona wystarczajaca. Ja polecam kupienie zapasu carmexu, szczegolnie tego w tubkach, bo on jest najbardziej tlusty. Zdecydowanie zalecam smarowanie doslownie co kilka minut, bo tylko wtedy mozna uniknac peknietych i spuchnietych warg, co ani nie wyglada ladnie, ani nie jest fajnym uczuciem, bo zwyczajnie boli i jesc nie mozna normalnie. Tym bardziej w taka pogode, jaka macie teraz w Polsce. Dobrze jest tez nalozyc sobie gruba warstwe miodu wieczorem i potrzymac troche, tylko tutaj maly problem moze byc z checia zlizania go, wiec trzeba cwiczyc silna wole :).

Ceny
No cala kuracja nie nalezy do najtanszych... Jedno opakowanie izoteku to koszt ok. 100zl. Nie kupujcie tego byle gdzie, tylko szukajcie takiej apteki, ktora ma podpisana umowe z wytwornia izoteku, bo ja raz zostalam przycisnieta do muru, gdyz zapomnialam kupic kolejnego opakowania, a przede mna bylo kilka dni wolnych od pracy, wiec musialam kupic i wiecie, ile zaplacilam za jedno opakowanie? 180zl!!! Cena zalezy tez od tego, jaka dawke dostajemy. Jesli chodzi o apteki w Warszawie, to moj dermatolog powiedzial, ze najtaniej jest w apcete w bloku na ul. Lasek Brzozowy 1 (stacja metra Natolin).
Cena La Roche Posay tez nie zachwyca raczej, bo pamietam, ze raz za zel zaplacilam 70zl, a za krem 50, natomiast udalo mi sie raz kupic zestaw w promocji za ok. 80zl za obie rzeczy, wiec warto czasem popytac, zanim sie kupi.
No a carmex to zalezy gdzie, ale taka jedna tubka to koszt ok. 7-10zl.

Efekty
Najpierw nastepuja skutki uboczne, czyli przede wszystkim to, o czym mowie caly czas - suchosc skory. Po jakims czasie w 90% przypadkow wystepuje pogorszenie stanu cery i w tym momencie wiele osob rezygnuje, ale ja mowie Wam - NIE PODDAWAJCIE SIE!!!! Jest ciezko, czasami bardzo, ale izotek dziala ZAWSZE, a to, czego potrzebujecie najbardziej, to cierpliwosc. Jak wytrwacie, to zobaczycie, ze bylo warto. Pierwsze widoczne efekty nastepuja dopiero po kilku miesiacach, ale wystapia na pewno i to jest fakt.
Roznica w wygladzie mojej skory na twarzy, plecach, dekolcie i ramionach jest drastyczna. Teraz mam czysciutka cere i nie nakladalabym podkladu, gdyby nie to, ze mam jasna skore, ktora na nawet najmniejsza zmiane temperatury reaguje rumiencami, ktorych nie lubie ;).
Klikajac TUTAJ przeniesiecie sie na strone z krotkim artykulem na temat izoteku, a na dole owej strony znajdziecie moje zdjecia.
Druga kuracja daje 99% pewnosci, ze nawrot nie nastapi juz nigdy.


To tyle, uff. Mysle, ze wyczerpalam temat. Gdyby mimo to pojawily sie jakies pytania czy watpliwosci, smialo piszcie komentarze. W ogole to wrocilam juz z Louisville, ale to kwestia na nastepny post. Na razie mowie do uslyszenia! Ide prostowac wlosy :).

Pozdrowienia!

_______________
* Czasami nastepuja jakies odstepstwa od wymogow, podejscia lekarza, itp. - zalezy od tego, na jakiego dermatologa trafimy. Ja przedstawilam to, jak wszystko powinno wygladac.