Monday, August 25, 2014

Wzrost, Taylor Swift, brak snu... czyli: Aga narzeka.

Jeśli ktoś nie przeczytał drugiej części postu o tym, jak poradzić sobie ze strachem, zapraszam TUTAJ. Komentarze zostawione pod tym postem nadal są bez odpowiedzi, ale na pewno je dostaniecie, jak zawsze.

***

Mam taki nastrój, że z kijem nie podchodź. Dzisiejsza notka będzie zbiorem moich żali i może być nieco dosadna, więc ciut inaczej, niż zawsze. Lojalnie ostrzegam ;).
W ogóle przedwczoraj rano wiedziałam dokładnie, co chciałam Wam tu napisać, ale tego nie zapisałam i oczywiście zapomniałam. Tak sobie siedziałam więc później wieczorem i wczoraj cały dzień i myślałam, co ja tam miałam w tej mojej głowie. I nic, zero, kompletna pustka. No trudno, jak mi się przypomni, to zapiszę w wersji roboczej i dodam następnym razem. A dzisiaj sobie chyba, najzwyczajniej w świecie, ponarzekam. W końcu, jakby mnóstwo ludzi powiedziało (a i ja tak czasem mówię), taka mentalność Polaków...

Porozmawiajmy o wzroście. 
Czytam sobie czasem te typowe strony internetowe z plotkami, itp. Jedną z nich jest Papilot, który ostatnio niesamowicie mnie zirytował, gdy dodali artykuł pt. "20 rzeczy, które zrozumie tylko wysoka kobieta" (KLIK). Ja WIEM, że im chodzi o to, żeby nabijać sobie wejścia, więc im więcej oburzonych ludzi, tym lepiej. I możecie mówić, że mogę nie zwracać uwagi... Ale jednak no sory, nie mogę, no nie mogę. Jak czytam głupoty w stylu: "nie możesz nosić butów na bardzo wysokim obcasie", "...wyglądasz dziwnie", "mężczyźni nie wiedzą, jak obchodzić się z tak nieporęcznym ciałem", "...jesteś wybrykiem natury" albo, to mój osobisty faworyt, "wolałabyś być grubsza i brzydsza, byle tylko ktoś odjął ci parę centymetrów". I później komentarze, z którymi co prawda w większości się zgadzam, ale duża część pisana była przez dziewczyny o wzroście ok. 170-175cm, co jednak niczym niezwykłym nie jest. 
Kurna, są rzeczy, na które człowiek nie ma najmniejszego wpływu. Nie możemy mieć wpływu na to, jaki kolor oczu będziemy mieli po urodzeniu, z jakim kolorem włosów się urodziny, ile palców u rąk będziemy mieli. Oczywiście kolor oczu możemy zmienić zakładając soczewki, włosy można pofarbować, a palca można sobie odciąć w razie, gdyby miało się ich sześć. Istnieją jednak takie rzeczy, których zmienić się zwyczajnie nie da. Jedną z nich jest właśnie nasz wzrost. Oczywiście, jeśli ktoś jest niski, to może sobie dodać centrymetrów, gdy czuje taką potrzebę. Jeśli ktoś jest wysoki, to może sobie dodać, ale odjąć już nie, więc zawsze będzie wysoki. Czy to naprawdę musi być powód, by się wyśmiewać z ludzi, którzy wyglądają nieco inaczej, niż większość na ulicach oraz mówić im, co mogą nosić, a czego nie? Jak dla mnie, to czasem zachodzi tu o lekką dyskryminację. Wydaje mi się, że nie powinno tak być i jest to bardzo nie fair według mnie. Tym bardziej, że ci, którzy nie mają jakiegoś wysokiego mniemania o sobie, mogą się naprawdę zdołować. Nawet na mnie nadal to działa w jakiś tam sposób, chociaż o wiele, wiele mniej, niż jeszcze kilka lat temu.
To wszystko polega na tym, że człowiek sam nie wymyśli sobie tego, że wygląda "dziwnie". Wszystko zaczyna się wtedy, gdy usłyszymy to po raz pierwszy od kogoś innego lub kiedy zobaczymy, że ci inni patrzą na nas takim specyficznym wzrokiem. Wtedy powstają myśli typu "czy coś jest ze mną nie tak, że tak się na mnie gapią?" Już w szkole podstawowej byłam najwyższa w klasie i doskonale pamiętam, że jedna z nauczycielek, nie pamiętając mojego imienia, nazywała mnie po prostu, cytuję: "ta wielka z 2b". Serio? SERIO? Może to nie brzmi jakoś strasznie dla Was, ale ja, będąc w tej drugiej klasie, czułam się zwyczajnie wyśmiewana w ten sposób przez kogoś, kto raczej powinien swoich uczniów przed tym wyśmiewaniem chronić. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że miałam jakieś ciężkie dzieciństwo i lata młodzieżowe z powodu wzrostu, bo tak nie było. Wyśmiewana byłam raczej z innych powodów ;). Niemniej jednak, leciały komentarze na ten temat często. I nie tylko moi znajomi nazywali mnie "żyrafą" czy też zazwyczaj byłam stawiana na bramce, bo byłam najwyższa (mimo tego, że nie potrafiłam bronić), ale nawet na ulicy byliśmy zaczepiani i padały teksty: "o Boże, to pana córka ma dopiero 10 lat? Jaka wysoka! Niesamowite!" Mówię Wam poważnie, że takie coś odbiera się w inny sposób, niż wydaje się to osobie, która to mówi.
No i co... Wiecie, jak się strasznie stresowałam, gdy pierwszy raz założyłam buty na obcasie?! A był to obcas chyba 5cm, którego teraz w życiu bym nie włożyła (o tym później). No ale nie chcę tu jakoś się zagłębiać w to bardzo, bo notka wyszłaby mega długa (chociaż mogłabym poopowiadać, jakbyście byli ciekawi!), więc na razie powiem tylko tyle, że bardzo lubię wysokie buty. Mam trochę par szpilek i koturn, ale nie noszę ich tak często, jakbym chciała. Bez nich mam 185cm wzrostu, a moje najniższe obcasy mają 8cm, najwyższe natomiast 12. Czasem ludzie mówią, że może taki obcasik 4cm byłby lepszy... Wiecie, jakbym dziwnie wyglądała? Mój rozmiar buta to 41/42, a przy wysokich szpilkach czasem 40, zależy od sklepu. W 4cm obcasie moje stopy wyglądałyby jak kajaki, bez kitu. Poza tym nie podobają mi się. I kto mi zabroni nosić to, co lubię? Nikt. Bo niby dlaczego? Wzrostu sobie nie wybierałam, a komentarze typu: "taka wielka i jeszcze obcasy nosi!" (co słyszałam wiele razy) lepiej wsadzić sobie do kieszeni. Problem w tym, że bolą mnie one nawet wtedy, gdy udaję, że tak nie jest. Bo zwyczajnie chcę czuć się swobodnie nosząc to, co mi się podoba i nie stresować się tym, jak inni ludzie będą mnie odbierać. I powiem Wam, że tutaj jest to zupełnie inaczej odczuwalne, bo nikt się na mnie nie patrzy jak na idiotkę. No, chyba że dwie kobiety, które sięgały mi pod biust, a musiałam przejść bardzo blisko nich... Zjechały mnie wzrokiem z szeroko otwartymi oczami ;). Wzbudzam jednak jakieś tam zainteresowanie, ale tylko i wyłacznie w Polsce leciały jakieś głupie teksty i ten wzrok, mówiący: "ty lustra w domu nie masz!" Szkoda, wielka szkoda, że Polacy mają coś takiego w sobie, że dzień bez pojechania komuś, jest dniem straconym. I tak, generalizuję teraz, wiem. Mówię tu oczywiście o moim doświadczeniu, jak zawsze.
Na zakończenie tego tematu dodam, że teraz lubię to, jak wyglądam i podoba mi się to, że nie jestem taka, jak wszyscy, chociaż też nie uważam się za jakąś wyjątkową, bo wiem, że jest sporo dziewczyn o takim samym wzroście, a i znam kilka wyższych :). Nie spotykam ich jednak na ulicach. Słyszę natomiast wiele komplementów od różnych ludzi. I właśnie dlatego, że chodzę z wysoko podniesioną głową (ale żaden tam zadarty nos, nie, zarozumiała nie jestem!), denerwuje mnie podejście ludzi, którzy próbują zrobić wszystko, by sprawić, że zacznę chodzić wstydząc się i patrząc pod nogi, zamiast przed siebie.
Dobra, jeszcze Wam dodam, że kiedyś myślałam sobie, że facet dla mnie to musiałby mieć co najmniej 190cm wzrostu i nie mniej! Ah, jak to człowiek czasem gada głupoty! Nathan jest ciut niższy ode mnie i jakoś w ogóle nie rozpaczam z tego powodu, a i jemu nie przeszkadza to, gdy czasem włożę wyższe buty.

Dobra. Koniec wywodu na ten temat. Lecimy dalej... 

Ostatnio poszłam sobie do fryzjera podciąć końcówki i dziewczyna, która myła mi włosy, powiedziała: "jesteś bardzo podobna do Taylor Swift!" Ja tak na nią spojrzałam ze zdziwieniem i ona kontynuuje: "nikt ci tego wcześniej nie powiedział?" Odpowiedziałam, że ona jest pierwszą osobą, która mi to powiedziała. I tak sobie wtedy pomyślałam... no serio? Z której strony! Poniżej takie małe porównanie ;).
Ta sama dziewczyna kilka minut później zapytała: "jesteś z Niemiec?" Odpowiedziałam oczywiście, że nie i zapytałam, dlaczego tak pomyślała. Ona na to, że w sumie to nie zna niemieckiego, ale mój akcent wydawał jej się właśnie z tego kraju. Szkoda, że nie było tam żadnego Niemca, bo byśmy jej pokazali różnicę. W każdym razie, powiedziała, że ona jest Niemką! Dopytałam więc co nieco i okazało się, że jej "pra, pra dziadkowie" pochodzili z Niemiec. No to rzeczywiście Niemka pełną piersią :)!


Nie mogłam spać w nocy za bardzo i coś czuję, że zasnę na stojąco w ciągu dnia (w tym momencie jest 8pm i nie zasnęłam, chociaż było blisko). Spowodowane było to pewnie między innymi tym, że w niedzielę spałam aż do prawie 11! Nie jest to normalne w moim przypadku, bo zazwyczaj budzę się po 8. Ale wiem, że to Was nie interesuje, więc tak zejdę nieco z tematu i powiem, że wczoraj przed snem obejrzałam sobie sporo filmików na temat poprawnej polszczyzny (kanał na YouTube: "Mówiąc Inaczej") i tak sobie pomyślałam, to jest takie prawdziwe! Wiem, że nie jestem idealna i na pewno mój polski też pozostawia trochę do życzenia, ale jednak niesamowicie irytują mnie niektóre błędy, których akurat ja nie popełniam. Zastanawiam się czasami, czy ludzie naprawdę nie znają żadnych zasad, czy po prostu jest to zwykłe niedbalstwo? Przecież naprawdę nie tak trudno przerwać pisanie na moment i zajrzeć chociażby do Google! No bo chociażby coś, co jest wszędzie - reklamy, seriale, wiadomości, gazety, itp. - czyli sposób zapisywania miesięcy. Na przykład, "4 listopad" zamiast "4 listopada". Takie łatwe, a tak ciężko zapamiętać! Pomijam fakt nie używania wielkich liter i nie stawiania żadnych znaków interpunkcyjnych. Bardzo, bardzo ciężko się to czyta. Polskie znaki przeboleję, bo sama przez długi czas ich nie pisałam, gdy jeszcze nie wiedziałam, że mogę sobie ściągnąć polską klawiaturę ;). Są jednak takie błędy, których nie podaruję i nie obchodzi mnie, kto je popełnia. Tak to już ze mną jest i nie wiem, skąd mi się to wzięło.
A'propos błędów, chodzę sobie na te moje zajęcia tutaj i moja nauczycielka nie raz nie potrafi przeliterować jakiegoś słowa. Ma ogromną wiedzę i tego jej nie ujmuję, nie myślcie sobie, że taka jestem "hop, do przodu"! Jednak powiem Wam szczerze, że mam satysfakcję, kiedy zaczynam mówić: "przepraszam, tam jest błąd" i podaję poprawną opcję. No ale raz przeszła samą siebie, gdy męczyła się ze słowem "irritates" :). Wtedy to już mnie to nieźle rozbawiło.

Co tam jeszcze, co tam jeszcze...

Obejrzałam ostatnio trzy filmy: "12 years a slave", "The other woman" i "The lucky one". 
Pierwszy bardzo mnie poruszył. Uważam, że ogólnie niektóre rzeczy są ciągnięcie trochę za bardzo, przez co film jest ciut za długi, ale poza tym, jest bardzo dobry. Na końcówce płakałam jak głupia. Pewnie większość z Was już to widziała, ale jeśli nie, to polecam.
Drugi to taki typowy film z Cameron Diaz "na odmóżdżenie". Bardzo lekka, nieco głupkowata komedia, która jest idealna na te momenty, kiedy nie macie ochoty na myślenie i po prostu chcecie obejrzeć coś, co sprawi, że się uśmiechniecie. Bo, według mnie, w tym przypadku to jedynie uśmiech, a nie śmiech.
"The lucky one" to film na podstawie książki Nicholasa Sparksa, więc jeśli lubicie jego klimaty (np. "The notebook" albo "A walk to remember"), to polubicie i to. W tym filmie gra Zac Efron, ale spokojnie, zupełnie inny Efron niż ten w "High School Musical" ;). Mnie się podobało i oczywiście też płakałam. Jak zwykle, ja to i na serialach potrafię płakać, Boże... 
Macie jakieś fajne filmy, które moglibyście mi polecić? Przyjmę prawie wszystko. Nie lubię westernów, wojennych i science fiction. Reszta mile widziana, szczególnie jakieś psychologiczne, na faktach albo właśnie jakieś wyciskacze łez.

Na razie to tyle, tak myślę. Na koniec dodam może jakieś foto czy coś...

Od lewej: ja ;), Cleo i goryl na lampie, którego dostałam od Alicii.


Do następnego!
Aga

PS. UWAGA, ogłoszenie! Głównie do tych, którzy mieszkają w Georgii i okolicach albo do tych, którzy chcieliby mnie odwiedzić :). Miejsca w moim stanie, które chciałabym zobaczyć to między innymi: Yellow River Park, Helen (i przy okazji Unicoi State Park), Wildwood Park, Chehaw Park i duuuużo, dużo innych... Chcę też iść na mecz baseballa w Atlancie, do High Museum of Art oraz CNN. Jakby coś, to wiecie, gdzie mnie znaleźć! 

Thursday, August 21, 2014

Radzenie sobie ze strachem. - Część 2. [POL / EN]

________________________


Ten post to kontynuacja poprzedniego, który znaleźć możecie klikając TUTAJ.


                Jeśli chcesz pomóc swojemu dziecku poradzić sobie ze strachem, najpierw musisz zapytać sam siebie: "czy jest to dla mnie ok, jeśli moje dziecko się boi? Sprawia mi to jakiś problem?" Niektóre popularne reakcje rodziców w sytuacjach, kiedy dziecko czuje strach:
- Zawstydzenie - jeśli strach sprawia, że dziecko jest inne niż inne dzieci i rodzice nie chcą być odbierani, jako ci z porażką.
- Strach, że dziecko nigdy nie będzie "normalne" (na przykład, ktoś opublikował komentarz - "jeśli nie popchniesz dziecka do tego, by weszło do wody, nie będzie w stanie w przyszłości mieć przyjaciół, bo będzie zbyt strachliwe, by robić to, co inni").
- Rodzice mogą czuć się bezradni i niekompetentni, jeśli nie wiedzą, jak pomóc swojemu dziecku lub nie czują się pewnie w używaniu ich zdolności do pomocy.

                Zawstydzenie
Kiedy dziecko pokazuje strach, wiele rodziców niestety widzi zachowanie ich dziecka jako tchórzostwo. Wyobrażają sobie, że inni będą oceniać je w taki sposób i popularną reakcją rodzica jest poczucie wstydu. Boją się stracić aprobatę innych. Jest to bardzo prawdopodobne, że inni nie pochwalą rodzica, który wspiera swoje dziecko w tak stresującej sytuacji. W tym momencie rodzic musi zdecydować czy warto podjąć to ryzyko, czy może to drugie, czyli niewspieranie dziecka.
Kiedy dziecko czuje się zagrożone, a zaufana osoba wybiera odmówienie wsparcia i preferuje rozpraszać uwagę, kłócić się, oceniać, kpić, nauczać, więź zaufania słabnie idąc w parze ze słabnącym wpływem, jaki rodzic może mieć na dziecko. Jest to prawdopodobne, że zacznie ono unikać stresujących sytuacji całkowicie po tym, jak zobaczyli, że nie mogą ufać, że ktokolwiek będzie ich wspierał.

                Strach, że dziecko nigdy nie będzie "normalne".
Jeśli obawy dziecka mogą skutkować izolowaniem społecznym, jak w przykładzie o pływaniu powyżej, rodzic może myśleć, że coś MUSI być zrobione z tym. Przypuszczam, że pod tą desperacją kryją się bolesne wspomnienia z odrzuceniem i izolowaniem, które dotyczą rodzica. Dla nich jest to nie do zniesienia, by podjąć to ryzyko pozwolenia dziecku udźwignąć ten problem samemu. Jednak niebezpieczeństwem dla dziecka, jakie kryje się za przejęciem kontroli nad sytuacją przez rodzica, jest to, że owe dziecko będzie czuć się zdradzone i będzie widzieć rodzica jako zagrożenie. To może im pomóc lub nie w pokonaniu strachu przed pływaniem na przykład, ale wrzucenie ich do wody BĘDZIE miało negatywny wpływ na wasz związek!
Nieryzykowne podejście to ułatwienie dziecku konfrontacji z jego strachem. To podniesie jego poziom zaufania i zredukuje niepokój.

                Rodzice mogą czuć się bezradni i niekompetentni, jeśli nie wiedzą, jak pomóc swojemu dziecku lub nie czują się pewnie w używaniu ich zdolności do pomocy.
"Zdolności do pomocy", jakie przedstawimy teraz nie są popularną wiedzą. Używane są głównie przez terapeutów i doradców ze świetnym skutkiem. Ale ta zdolność, którą nazywamy aktywnym słuchaniem, jest bardzo łatwa i wymaga tylko trochę pracy, by być w tym dobrym. Z czasem może to wejść na stałe do Waszego sposobu komunikowania się i będzie to bardziej naturalne, niż nie używanie tego. Tym razem przedstawimy to po krótce, a w następnym poście rozwiniemy ten temat.

                Kiedy dziecko odczuwa "nieracjonalny" strach - ten, który nie ma sensu dla nas, wtedy NAJBARDZIEJ potrzebują naszego wsparcia. Te "nieracjonalne" obawy istnieją tylko w rzeczywistości dziecka i nikogo innego. To sprawia, że muszą stawić czoła zagrożeniu same. Poprzez słuchanie dziecka z celem widzenia tego, co ono widzi i czuje, gwarantujemy mu, że my też widzimy to zagrożenie, i że nie jest samotne. By to zrobić, musimy nieco usunąć nas samych z naszej rzeczywistości i wejść w tę dziecka. Aby usunąć nas z naszej rzeczywistości, musimy zawiesić swoje oceny moralne, zrezygnować z próby rozwiązania problemu oraz zaakceptować WSZYSTKIE myśli i uczucia dziecka jako ważne i racjonalne (so jest prawdziwe... w jego rzeczywistości).
Kiedy dziecko czuje, że ma towarzystwo w jego przerażającej rzeczywistości, staje się to wszystko mniej przerażające. Teraz ma kogo, z kim może podzielić się tym, czego doświadcza. Nie musi martwić się tym, by bronić swojej realności z tą jego rodziców. Teraz jest ten moment, kiedy dziecko może rozważyć zagrożenie, które na niego czycha. Zaczyna widzieć możliwe rozwiązania problemu, który zaledwie chwilę wcześniej wydawał się nie do pokonania. Jego towarzysz słucha jego rozwiązań i powtarza je, by pozwolić dziecku rozważyć je bardziej uważnie. Kiedy znajdzie rozwiązanie, z którym czuje się dobrze to wie, że może się kierować w tym kierunku. Teraz to dziecko jest tym, które działa, a nie reaguje, znalazł kontrolę, kiedy wcześniej czuł, jakby nie miał jej w ogóle.

                Użyjemy scenkę z dziewczynką, która bała się zjechać ze zjeżdżalni wodnej:

Dziewczynka: "Nie chcę zjechać z tej zjeżdżalni, boję się!"
Dorosły: "Nie chcesz tam iść, za bardzo się boisz! Chciałbym zerknąć z góry."
Dziewczynka: "Nie ma mowy, jest za wysoko i boję się, że będę mokra!"
Dorosły: "Według ciebie zjeżdżalnia jest zbyt wysoka, i że zmokniesz, jeśli wejdziemy na górę."
Dziewczynka: "Tak, nie chcę zmoknąć."
Dorosły: "Rozumiem, chcesz zostać sucha. Nie widzę, by ktokolwiek moknął, będąc na górze. Jeśli zobaczę coś, co powie, że może tak się zdarzyć, nie będę miał nic przeciwko, by wrócić na dół."
Dziewczynka: "OK, zgadzam się. Zobaczmy, jak to wygląda."
[Na górze zjeżdżalni.]
Dziewczynka: "Oh, NIE MA MOWY, że tędy zjadę!"
Dorosły: "Widzę, że podjęłaś decyzję! To wygląda jak super zabawa dla mnie!"
Dziewczynka: "Tak, jest o wiele wyżej, niż myślałam na początku i wygląda to bardziej przerażająco, niż jak zabawa!"
Dorosły: "Nie byłaś przygotowana na to, że będzie tak wysoko i wygląda to przerażająco!"
Dziewczynka: "Tak! Ale wiesz co... wydaje się, jakby wszyscy byli zadowoleni i podekscytowani. Mają tu może jakąś mniejszą zjeżdżalnię?"
Dorosły: "Tak, mają jedną w połowie taką, jak ta. Mogę pójść tam z tobą, jeśli chcesz."
Dziewczynka: "Nie jestem jeszcze gotowa na coś tak wysokiego. Chciałabym zobaczyć tę mniejszą. Może zjadę z tej za rok!"

Używanie tej umiejętności może zapewnić sprzyjające środowisko, w którym dzieci (i każdy inny człowiek) może znaleźć schronienie przed lękiem, które pozwoli im czerpać radość z pełnego wyrażania siebie oraz da dumę z powodu rozwiązywania swoich własnych problemów i posiadania kontroli nad swoim własnym życiem.

                Wróćcie za dwa tygodnie, by przeczytać więcej o tym, jak wspierać dziecko w stresujących sytuacjach - przedyskutujemy to bardziej szczegółowo.

Do następnego!
Aga & Nathan

PS. Odpowiedziałam na wszystkie komentarze pod resztą postów.

Dealing with fears. - Part 2. [EN / POL]

_______________________


This post is a continuation of the previous one that you can find by clicking HERE.


                If you want to help your child deal with their fears, the first thing you have to ask yourself is: "Am I OK when my child is afraid? Does it cause me a problem?" Some common reactions parents have in situations where their children are fearful:
- Embarrassment - if the fear makes the child different from others then they don't want to be seen as having failed as parents.)
- Fear that their child may never be "normal" (for example, someone posted a comment like this - "if you don't push your kid to go into the water, then they won't be able to make friends in the future because they'll be too afraid of doing what others do.")
- Parents may feel powerless or incompetent if they don't know how to help their child or do not feel confident in the use of helping skills.

                Embarrassment.
When a child exhibits fear, many parents unfortunately see their child’s behavior as cowardice. Imagining that others will judge the child likewise, a common reaction for parents is to feel embarrassed. They're afraid of losing the approval of others. It is indeed possible that others will disapprove of a parent supporting a child in emotional distress. At this point the parent will need to weigh this risk and the risk of not supporting the child.
When a child feels threatened and a trusted person chooses to withhold support, preferring to distract, argue, judge, ridicule, or lecture, the bond of trust is weakened along with any influence that adult may have with the child. A child is much more likely to avoid stressful situations entirely once they have seen that no one can be trusted to support them.

                 Fear that child may never be "normal".
If a child’s fears may result in him becoming socially isolated, as in the swimming example above, a parent may think that something HAS to be done. I suspect that underneath this desperation is the parent’s own painful memories of abandonment and isolation. For them, it is unbearable to risk allowing the child to handle it in their own way. However, the danger of taking control of the situation—from the child, that is, is that the child will feel betrayed and come to see the parent as a threat. It may or may not help them overcome their fear of swimming, for example, but tossing them into the water before they are ready WILL injure your relationship!
A no-risk approach is to facilitate a child in confronting their fears themselves. This improves the level of trust and reduces the anxiety of the child. 

                Parent may feel helpless if they don't feel confident in their helping skills.
The helping skill that we're going to discuss next is not common knowledge. It is used primarily by therapists and counselors with great effect. But this skill that I call active listening is very simple and takes only a little practice to master. In time it can become so integrated into your communication style that using it feels more natural than not using it. Here we discuss it only briefly and plan to expand on this in a future post.

            When a child experiences an "irrational" fear--one that doesn't make sense to us, they are then MOST in need of our support. These “irrational” fears exist only in the child's reality and no one else’s. This leaves them to face the danger alone. By listening to the child with the aim of seeing what the child sees and feeling what the child feels, we provide assurance to the child that we also see the danger and that he is not alone. In order to do this, we must briefly remove ourselves from our own reality and enter that of the child. To remove ourselves from our own reality is to suspend any moral judgments, to forgo attempting to solve their problem or to manage the outcome, and to accept ALL of your child’s thoughts and feelings as valid and rational (which is true... in their reality).
When the child feels that he is accompanied in his frightening reality, it becomes much less frightening. He now has someone with whom he can share his experiences. He does not need to concern himself with defending his reality from his parent’s reality. It is at this moment that a child can consider the dangers facing him. The child begins to see possible solutions to a problem that only moments ago seemed insurmountable. His new companion listens to his solutions and repeats them to allow the child to consider them more carefully. Once he finds a solution that feels good to him he is sure to follow through with it. It is now the child who is acting rather than reacting, he has found a measure of control where before he felt as if he had none.

                 We will use the scenario of the girl afraid to go down the water slide:

Girl: "I don't want to go on the slide, I'm scared!"
Adult: "You don't want to go there, you're too scared! I'd like to take a look from the top."
Girl: "No way, it’s way too high and I don't want to get wet!"
Adult: "You think the slide is too high and that you might get wet if we went to the top."
Girl: "Yes, I don't want to get wet."
Adult: "I got it, you want to stay dry. I don't see anyone getting wet up at the top, if it starts to look like that might happen then I'm OK with coming back down."
Girl: "OK, I'm OK with that. Let's see what it looks like."
 [From the top of the water slide.]
Girl: "Oh there is NO WAY I'm going on this slide!"
Adult: "It sounds like you've made up your mind! This slide looks like a lot of fun to me!"
Girl: "Yeh, this thing is a lot higher than I first thought and it looks more scary than fun!"
Adult: "You weren't prepared for a slide this high and now it just looks scary!"
Girl: "That's right! But you know... everyone else seems to be laughing and really excited about it. Do they have any smaller slides at this park?"
Adult: "Yes, they have one about half this size. I can go there with you if you’d like."
Girl: "I'm not ready for something this high just yet. I'll take a look at the smaller slide. Maybe I'll try this one next year!"

Using this skill anyone can provide a supportive environment in which their children (or anyone else) can find refuge from anxiety allowing them the pleasure of fully expressing themselves, of the pride that comes with solving their own problems and of being in control of their own lives.

                Come back in two weeks to read more about how to give a child more support in stressful situations - we'll discuss it in more detail.

Till next time!
Aga & Nathan

Saturday, August 16, 2014

Ciekawostki, ciekawosteczki...

Na początku chciałabym poruszyć pewien temat, który mnie już męczy nieco od jakiegoś czasu. Mianowicie, na tym blogu opowiadam tylko i wyłącznie o moich doświadczeniach, o moim życiu, o tym, co wydarzyło się mnie, co widziałam, co zrobiłam, itp. Nie wypowiadam się w tematach, o których nie mam pojęcia, bo nie chcę wprowadzać Was w błąd. Zwłaszcza, jeśli chodzi o jakieś rzeczy praktyczne, które i Wam mogą się przydać. Myślę, że posty są autentyczne i pomocne tylko wtedy, gdy wiem, o czym mówię. Oczywiście Wy możecie mieć inne doświadczenia w takich samych sytuacjach, co jest całkowicie normalne i chętnie się o nich dowiem, ale wolałabym bez wypowiedzi w stylu "kłamiesz, bo ja miałam/em inaczej!" Możemy mieć skrajnie różne opinie na dany temat, co jest dla mnie całkiem okej. Nie zmuszam nikogo do myślenia w ten sam sposób, co ja i nie pouczam Was, bo zdecydowanie tego nie lubię. Jeśli ktoś nie wierzy w coś, o czym ja piszę, to spoko, bo w końcu nie każdy jest w stanie ufać komuś, kogo nie zna. Chciałabym, żebyście o tym pamiętali :).

***

Hejka! Witam Was bardzo gorąco, moi kochani czytelnicy, robaczki Wy moje...
Nie no, głupio sobie żartuję, sorry. W życiu się tak nie witałam i nie zamierzam, ale obejrzałam dzisiaj (w tym momencie jest czwartek) chyba z milion różnych vlogów i tak mi tego typu przywitania siedzą teraz w głowie. Wiecie, rzeczy w stylu: "witajcie, witam was cieplutko, moi kochani widzowie, przesyłam buziaczki, moje skarby!"
Wróćmy do początku i zróbmy to bez jakichkolwiek udziwnień...

Cześć! ;)

Po pierwsze, przegapiłam moment, jak mój licznik osiągnął liczbę 100,000 wyświetleń! Teraz jest już ponad 120 tys. Dzięki Wam za to!!

Od jakiegoś czasu mam ten dziwny humor, że wszystko mnie denerwuje, jestem rozdrażniona i ogólnie najchętniej zakopałabym się w kołdrę oraz te wszystkie prześcieradła i przespała kilka dni z rzędu na tym mega wygodnym łóżku, które jest zaledwie krok od miejsca, w którym siedzę. Cóż, wszyscy dobrze wiemy, że niestety nie da się tak, więc nie pozostaje mi nic innego, jak zwyczajnie przetrwać ten czas i może wyciągnąć jakieś wnioski albo po prostu mieć nadzieję, że szybko ów nastrój mnie już nie nawiedzi. W związku z nim postanowiłam odsunąć na dalszy plan to, o czym zazwyczaj tu pisałam i pójść w ciut inną stronę. W sumie wszystko ma wspólny mianownik, jakim jestem ja, ale to nic, to nic.

Ostatnio rozmawiałam z pewną koleżanką o jakichś tam naszych różnych przyzwyczajeniach i doszłyśmy do wniosku, że mamy bardzo dużo wspólnego! Każdy ma swoje "dziwne" rytuały, których się trzyma i myśli sobie, że jest z tym jedyny, a później okazuje się, że to wcale tak nie jest. Powiem Wam kilka ciekawostek o mnie, których jeszcze nie wiecie, bo tak szczerze, to nie za bardzo mi się chce tym razem zagłębiać w jakieś "poważne tematy". Jakbym dłużej pomyślała, to na pewno więcej punktów bym wymyśliła, ale daję tylko te, które teraz wpadły mi do głowy. Ciekawa jestem, czy wśród całej tej listy znajdziecie coś, co pasuje też i do Was :). Dajcie znać! A jak sami macie jakieś inne nawyki lub cokolwiek takiego, to chętnie o nich poczytam!

Czy wiesz, że...
01. ...bardzo nie lubię, kiedy ktoś mi przerywa, gdy coś mówię. Nie mogę tego znieść i tracę ochotę na kontynuowanie tego, o czym opowiadałam, bo mam takie wrażenie, że skoro ktoś mi przerwał to znaczy, że moja historia nie była wystarczająco interesująca.
02. ...zawsze, gdy ktoś robi zdjęcie i ja też jestem w kadrze, muszę skontrolować to, jak na nim wyglądam.
03. ...często mam więcej współczucia do zwierząt, niż do ludzi.
04. ...płaczę, gdy oglądam filmiki, w których np. żołnierze wracają z misji i robią niespodzianki rodzinom.
05. ...gdy kładę coś na półkach (np. książki, świeczki, pudełka), to wszystko musi być równo! Nienawidzę, gdy coś wystaję bardziej, niż rzecz obok. To samo z innymi rzeczami, np. gdy zbieram włosy w kucyk - musi on być centralnie po środku mojej głowy, bo w przeciwnym razie dziwnie się czuję.
06. ...gdy zrobię coś, co mnie zawstydzi, przypominam sobie o tym tuż przed zaśnięciem i mam ochotę zapaść się pod ziemię. (W sumie teraz zdarza się to niezwykle rzadko, ale to uczucie towarzyszyło mi non stop w okresie od dziecka do 18 roku życia...)
07. ...niesamowicie denerwuje mnie to, gdy widzę, jak kierowcy wjeżdżają na te podwójne żółte linie na drodze lub na strefy wyłączone z ruchu. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego to tak na mnie działa, ale zawsze wtedy mam ochotę wyjść z auta i wbić tej osobie to do głowy raz, a porządnie. W końcu te linie są tam z jakiegoś powodu, nie?
08. ...po przylocie do Stanów, kiedy zaczęłam używać angielskiego cały czas, zaczęłam również po angielsku myśleć.
09. ...nie potrafię wejść na YouTube i obejrzeć tylko jednego filmiku. Zawsze kończy się na sprawdzaniu kolejnych powiązanych i kończę na oglądaniu o tym, jak ludzie jedzą żywe robale w momencie, gdy zaczęłam od filmiku o skokach na bungee.
10. ...strzelam kostkami w palcach i nawet nie muszę o tym myśleć - po prostu robię to odruchowo.
11. ...zdarza mi się używać sarkazmu i ci, którzy mnie nie znają, mogą poczuć się nieco obrażeni, gdy wcale nie miałam zamiaru ich obrażać.
12. ...zawsze odcinam wszystkie metki z ciuchów od razu po ich zakupie.
13. ...zawsze mocno zakręcam butelki i gdy ktoś pije jakiś napój, a później oddaje go mi, sprawdzam czy zakręcony jest on wystarczająco mocno.
14. ...nigdy nie zobaczycie mnie z niepomalowanymi paznokciami. Dziwnie się czuję bez lakieru, więc coś zawsze musi być - chociażby jakiś bezbarwny.
15. ...śpiewam, gdy prowadzę samochód, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jestem sama.
16. ...nie prasuję. Nigdy.
17. ...po zrobieniu makijażu spryskuję twarz lakierem do włosów. Wiem, że może nie jest to zbyt zdrowe dla skóry, ale przynajmniej mam pewność, że nic mi się nie rozwali przez cały dzień.
18. ...mam wyrzuty sumienia, jeśli kogoś zranię w jakikolwiek sposób, bo nie robię tego specjalnie.
19. ...gdy w restauracji coś upadnie komuś z widelca na stół lub woda ścieknie ze szklanki - biorę serwetkę wszystko od razu wycieram.
20. ...nie pytajcie czemu, ale mam uczulenie na wszelkiego rodzaju trampki na koturnach oraz lity. Nie mogę patrzeć na te buty!
21. ...często bawię się kolczykami w płatkach uszu i jest to odruch niekontrolowany, ale nigdy nie bawię się tym w wardze lub w języku.
22. ...czasami, gdy mam ochotę na coś do jedzenia lub picia (np. teraz sok pomarańczowy, który się skończył!) to ochota ta będzie za mną łazić aż do momentu, gdy w końcu będę miała to, co chcę.

Na koniec takie tam... Drzewa za naszym domem. No i jeszcze moja znudzona twarz, gdy czekałam aż otworzą salon fryzjerski oraz zamek, który zbudowałyśmy z Alicią :). Nie miałyśmy w ogóle kleju, więc musiałyśmy zużyć chyba z kilka metrów taśmy... Good enough!



Okej, także tego... Podzielę się z Wami moim doświadczeniem z tutejszego McDonaldsa. Jakkolwiek głupie by to nie było, zirytowałam się masakrycznie. Ogólnie nie chodzę tam w ogóle, bo, jak pewnie większość z Was już je, nie jem mięsa (i nie jadam w tego typu miejscach, to inna sprawa). Ale wtedy, w niedzielę po godzinie 22 miałam tak masakryczną ochotę na lody, że szok. I przypomniały mi się te lody waniliowe z ciepłą polewą czekoladową w tym dobrym wafelku, które to często jadłyśmy z Anią czy z Magdą w Warszawie. Dałam więc znać Nathanowi, po czym wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do Maka, bo wszystko inne i tak było już zamknięte. Pani w okienku powiedziała, że jeśli chcę gorącą polewę, to tylko w plastikowym kubeczku, a jak chcę wafelek, to tylko maczany w czekoladzie tak, że owa czekolada zastyga. Nie dostałam odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie mogą po prostu polać loda w wafelku tą, podkreślam, GORĄCĄ polewą czekoladową... Zdecydowałam się więc na kubeczek, po czym dostałam ów kubeczek z lodami waniliowymi i tym czymś, czego nie można nazwać ani polewą, ani tym bardziej gorącą, bo było zimne i właściwie w jednym kawałku. Oczywiście nie zjadłam. Ohh.

Do następnego!
Aga

PS. Kupiłam dzisiaj bilet na koncert Jasona Derulo! Dopiero 30 października, ale już nie mogę się doczekać.
PS2. Moja aplikacja na przedłużenie została zaakceptowana kilka dni temu, a dzisiaj przyszedł do mnie nowy formularz DS-2019 z piękną datą do 4 listopada 2015 :).

Monday, August 11, 2014

Opłaty za szpital z ubezpieczeniem podst. z APC, kontynuacja zajęć, odpowiedzi na pytania... Czyli co u mnie, poza podróżowaniem?

Hejka!

Dzisiaj piszę notkę wszystko-i-nic (nawiasem mówiąc - spóźniłam się o dzień, ale ciiiiii!). Zacznę od tego, że dostałam dwa krótkie pytania pod moimi starymi postami, więc odpowiem na nie w tym poście, żeby było łatwiej znaleźć odpowiedzi, a i może innym się coś przyda.

Szybkie info na początek... Uległam modzie i założyłam Instagram... Oh! Nie wiem, jak często będę dodawać fotki i czy w ogóle będę to robić, ale zobaczymy... Lubię podglądać innych ;). Zapraszam TUTAJ!

"Dlaczego musiałaś robić drugie prawko?"
Nie za bardzo wiem, czy zrozumiałam, co znaczy "drugie prawko". Przyleciałam do Stanów mając moje polskie prawo jazdy oraz międzynarodowe prawko, które jest obowiązkowe. W Georgii chciałam zrobić stanowe prawo jazdy, ale w końcu tego nie zrobiłam. Niektóre stany wymagają tego, by osoby, które przyjeżdżają, jeździły na ich lokalnym prawie jazdy, a inne nie.

"Czy za kursy, które wybierasz, musisz płacić?"
Za większość kursów trzeba płacić, ale są też takie, które są darmowe (ja taki wybrałam). Jeśli chodzi o konkretne ceny, to zależy od rodzaju kursu, uczelni, itp. Rodzina musi dać dodatkowe $500 swojej au pair na kurs. Można zrobić więcej, ale za każde dodatkowe płaci się samemu (chyba że trafi się na super rodzinę, która będzie za wszystko płacić). To pięć stów czasami wystarcza, a czasami nie - jak wspomniałam wyżej.
A'propos, 18 sierpnia zaczynają mi się znów zajęcia. Już pewnie większość z Was wie, że wysłałam wniosek o przedłużenie programu na drugi rok (tak, w tym samym miejscu oczywiście), więc oznacza to, że zebrałam wszystkie potrzebne kredyty. Nie oznacza to jednak, że muszę przerwać kurs. Tak się złożyło, że znalazłam taki, który jest darmowy i w dodatku zazwyczaj interesujący, więc będę sobie dalej chodzić dwa razy w tygodniu. Szkoda, że nie mogę zbierać godzin od razu na drugi rok, bo szybciej bym wszystko miała. Chociaż... Nie wiem na pewno, bo nie pytałam, tak mi się po prostu wydaje.

Pamiętacie, jak pisałam jakiś czas temu, że w czasie, gdy byłam w Waszyngtonie, to trafiłam do szpitala? Wspominałam, że nie miałam przy sobie karty ubezpieczeniowej i nie pamiętałam żadnego numeru, więc wzięli tylko moje info i miałam czekać na rachunki. Postanowiłam o tym napisać, bo widziałam na fejsie, że pojawiają się czasami pytania, dotyczące ubezpieczeń au pair, itp., więc może Wam się te ciekawostki przydadzą.
Po dość niedługim czasie od tego przykrego incydentu, dostałam trzy rachunki ze wspomnianego już szpitala. Pierwszy, za sam przejazd karetką, był na $521. Drugi, za lekarza - $332. Trzeci, za leki i badania - $2,826! Z czego i tak dostałam już zniżkę -$1,600 z tego właśnie powodu, że nie miałam ubezpieczenia. W sumie - $3,679. Dostałam również list, że oni wiedzą, że nie mam ubezpieczenia (mam, ale nie miałam tej karty, więc tak, jakbym nie miała), więc mogę złożyć wniosek do szpitala o pokrycie kosztów. Tutaj więcej się nie wypowiem, bo nic o tym nie wiem, natomiast zalogowałam się na mój profil w firmie ubezpieczeniowej, by dodać wszystkie informacje, powysyłać to wszystko i czekać w nadziei, że coś mi pokryją i nie trzeba będzie płacić wszystkiego, bo to kupa forsy. Musiałam poprosić Nathana o pomoc w tym wszystkim, bo sama trochę nie ogarniałam, co gdzie i po co... Wszystko było zbyt skomplikowane.
Skończyło się na tym, że ubezpieczenie pokryło mi większość opłaty za karetkę, bo aż 500 dolarów, czyli do zapłaty zostało 21. I to by było na tyle. Nie pokryli mi nic więcej, więc zostało do zapłaty ponad 3 tysiące dolarów.
Przypominam, że wyjechałam z Gawo, a w Stanach jestem w AuPairCare i mam ubezpieczenie podstawowe. Moja rada dla Was - jeśli macie możliwość wykupienia jakichś dodatkowych, rozszerzonych ubezpieczeń - bierzcie wszystko, co się da! Ja nie interesowałam się żadnym rozszerzonym, bo po pierwsze, nie miałam wtedy na to kasy, a po drugie pomyślałam, że co mi się może stać... No i widzicie, przypadki chodzą po ludziach! Za tę kwotę, która mi została do zapłacenia, można by kupić bilety do Europy i z powrotem... dla trzech osób.

Pamiętacie ten dom, który budowali obok naszego? Mówiłam Wam, że było tu sporo drzew i się podłamałam, jak wszystkie wycięli i w ogóle. No to dom od dawna jest gotowy, a kilka dni temu wprowadziła się rodzina. Małżeństwo z trójką dzieci - dwóch chłopaków i dziewczyna. Strzelam, że najmłodszy ma jakieś 12 lat, a najstarsza jest dziewczyna i wygląda mi na jakieś 16. Trochę miałam nadzieję, że będą o wiele młodsze dzieci, no ale cóż. Mają dwa duże labradory i strasznie mi się nie podoba, co ci ludzie robią... Codziennie oba przywiązane są do drzewa od samego rana, aż do momentu, gdy oni wrócą z pracy. Jeden jest spokojny, a drugi szczeka NON STOP. Nie wydaje mi się, żeby to było komfortowe dla nich, bez kitu. Pomijam w ogóle kwestię pogody, bo do tej pory było po +40 stopni codziennie, a teraz jest co prawda trochę chłodniej, ale wciąż bardzo ciepło no i codziennie leje deszcz i zdarzają się burze przez jakąś godzinkę, max dwie. Mam zamiar się tam wybrać na dniach.

Do zakładki "mój poradnik dla au pair" dodałam kolejny punkt, czyli pytania, jakie możecie usłyszeć podczas interview. Jeśli jesteście na początku swojej drogi, to możecie być zainteresowani, więc zapraszam do poczytania.

POLACY ZA GRANICĄ! Oh, czy tylko Wy macie wrażenie, że dwa znaki rozpoznawcze Polaków, to: wódka oraz słówko "kurwa". Ostatnio na Facebooku przeczytałam post dotyczący przeklinania i później komentarze i tak pomyślałam, że wspomnę o tym tutaj. I naprawdę, to jest mega przykre, ale Polacy sami sobie wystawiają takie opinie przecież. Jak jakiś obcokrajowiec przyjedzie do Polski, to słyszy coś w stylu: "chodź, zobaczymy, ile możesz wypić!" Ile razy, spacerując po ulicach w innych krajach, poznawałam naszych rodaków po tym, jak używali wspomnianego wyżej słowa jako przecinka co trzy wyrazy. Wiecie, ja nie mam nic do przeklinania, jeśli ktoś chce, ale bez przesady. Nie tak, żeby później ludzie dookoła świata, na pytanie czy potrafią powiedzieć coś po polsku, odpowiadali Wam "słowo na K" - niech chociaż na moim blogu będzie porządnie ;D. Nie no, wydaje mi się, że wiecie, o co mi chodzi. Musiałam to z siebie wyrzucić!
Oczywiście nie mówię, że wszyscy tak mają! Opowiadam o przykładach, których byłam świadkiem.

Czy Wy lubicie kabarety? Jeśli tak, to obejrzyjcie sobie tegoroczną Mazurską Noc Kabaretową! Uśmiałam się, więc polecam :).

Czy ja coś jeszcze chciałam... Nie, chyba nie. W sumie, jako że pusto w dzisiejszej notce, dodam kilka losowych zdjęć, co by tu trochę to wszystko ożywić.

Mój ulubiony ciuch z całej szafy! :D




Pamiętacie to zdjęcie? Grudzień 2013 :).
Tyyyle się wydarzyło od tego czasu!





Do następnego!
Aga

PS. Jeśli ktoś przegapił drugi post z serii tworzonej przeze mnie i Nathana i chciałby poczytać, to zapraszam TUTAJ :).

Thursday, August 7, 2014

Dealing with fears. - Part 1. (English / Polski)

_______________________


                As I go about my day I see many situations involving other families and I like to observe how they relate to each other. In most cases, the things that I see are disturbing. I see adults hitting their children, laughing at them while they are in distress, and treating them like enemies. In my experience, most adults are at war with their children and you have to observe closely for only a few minutes to realize this. In this ongoing war, the adults will sometimes be inconvenienced by their child's fears and the only objective then becomes to eradicate them so that the adult can continue undisturbed. Some will claim that they do this for the good of the child, but underneath I see only contempt and disgust toward a child that doesn't behave as they "ought to". They are embarrassed if others see their child as anything less than extroverted and fearless. They are frustrated with these kinds of problems because they do not know how to help their child. I will share some recent examples below and consider how different the adult and child experiences can be.

                1. We went to a water park with these big slides where people have a lot of fun. The slides are for people who are over 42''. There is one exception - if the kid is shorter, a parent can go with him/her (some of the slides have innertubes so you can go with someone else together).
We were waiting for our turn and there was a big family in front of us. Around 10 people, mostly adults but they had this one little girl. It seems like she was around two years old, no more than two and a half. One woman was holding her, then she passed the girl to another woman. I think the second one was her mother. The girl was crying, she looked afraid, she said: "I don't want to!" The woman didn't seem to listen but there was a moment when she went, holding the girl, to the edge to show her everything below. It seemed to us like she just wanted to show everything to her and go down with her afterwards. Unfortunately, I was very disappointed later. A guy, maybe a father, was almost ready to go. He was on one of those pontoons I mentioned before. And then, when a lifeguard told him he was good to go, the woman quickly put the girl on his lap! The girl was crying so much, she kept saying how much she didn't want to go, she was not just afraid - she was panicked! She was moving her hands and her legs, trying to run away but the man was holding her very tightly while others were pushing them to go down. The girl was yelling very much but the people were laughing out loud, without any concerns about the girls' feelings.
Later I saw this girl once again. The same man was walking in front, then two girls and then this little girl was walking as the last one, looking at the ground, much slower, she looked very sad.
                2. We were at a place where you have a lot of trampolines around so people can jump and jump for the whole day. There was one place where you could jump into a huge pit of foam blocks and people were doing incredible things out there. But one girl, maybe four or five, hesitated and took a step back from the edge. Her teenage sister or a babysitter, or someone like this, ran toward and grabbed this little girl and threw her into the pit! The girl was crying and was visibly angry with her assailant and demanded that it never happen again. The teenage girl apologized and agreed.
                3. I was at a playground with Alicia and there was a family - parents and three kids. The youngest one was a girl of around three, then one boy around seven and another boy in the middle. The playground has monkey bars and kids can go up and then slide down a pole as firemen do. Alicia did it several times and then the boy wanted to do the same. He went up and he tried positioning himself for the slide down for a little bit. Alicia was trying to help him by saying how she did it. The boy got scared and didn't want to go forward or back. He then said he'd better just go down a different way (but there was none). Then his parents got up and they went closer to him. The man grabbed the boy's legs without saying a word and he raised them a little bit so they were in the air. Then the boy started to cry a little bit, telling the man to put his legs back onto the bar. The boy was holding the pole with his hands much stronger than before and I could see how tense he was. The woman was repeating: "go down, this is safe, we'll help you!" The boy said he didn't want to go down and he told the man once again to put his legs back. Then the man started to slowly pull the boy down the pole... The boy cried more than before. He was gripping the pole so tightly that it was difficult for him to move his hands, so it wasn't easy to get down. Once he was on the ground, he was still crying and the woman... spanked him on his butt! The boy stopped crying immediately. After this, he came closer to her and hugged her. She didn't return the hug.

                Some people's approaches say: "kids have to get over their fears! (...) They say they don't like something because they don't know it - the same with trying new kinds of food - they won't want to eat it until they try and, anyway, how can you say you're afraid of something if you don't know how it feels? (...) If they're forced to do something once, they'll get used to it and they'll see it's not scary! (...) If they're afraid of water, they need to be pushed more and more so they can get used to it. If you leave it like this, they won't be able to make friends in the future because they'll be afraid of everything! (...) Don't make wimps out of the kids! They need to know what life is about. (...) They're afraid of things because they don't know how much fun they'd have. (...) They don't think rationally, they'd jump from a bridge because they won't know how high it is and they might kill themselves. So sometimes you need to interfere in their lives because they know much less than you do." And many, many more.
(I took the examples above from the Internet.)

              So now, let me put those comments into my own words, into the way I understand it...
              Kids are not smart and they don't think the way older people want them to think because they don't know anything about life and things around. So that's why parents' role is to put stuff in their heads the way adults see everything, without letting kids find their own way. So then, when a kid is scared of something, the best way is to force him to do it, even if he's screaming, crying and saying how much he doesn't want to. If you let him be scared, you'll raise a wimp. The kid's reaction is just because he doesn't know what's waiting for him and, in a parent's eyes, it'll be fun so it's obvious the kid will like it, too. And then he'll just get used to it. His fear is irrational because he has no idea how it feels so just push him to do it then. Of course he'll be thankful once he gets over his fear by being forced to do what he's afraid of. The fear, the panic, the feeling of betrayal and lost trust will resolve by itself and vanish from the child's life never to resurface again.

                I suppose you read the examples I gave you above. Let's see just three more I can think of.
1. A boy is scared of big dogs; he hides behind a parent's legs when he sees one; no way he'll pet a dog bigger than a Chihuahua.
What the boy may think and feel: every dog he sees will bite him and he'll die; he imagines the dogs look at him thinking "I hate you"; he doesn't know if they're nice or not.
What others may think: a neighbor's dog is very friendly and has never bitten anyone; there's nothing to be scared of and the kid isn't in any danger; it's just his imagination and it's kind of cute when he's that scared; he shouldn't think about the worst case in the first place, at least not until he tries.
Would you: close this boy in a room full of big dogs that are trained to not bite but which he was still scared of, so the kid can "get over the fear" and "get used to" them?
2. A little girl has to go down the stairs alone without holding her parent's hand (the parent's hands are full); she's crying.
What the girl may think and feel: she's afraid; she can't reach the railing and it seems to her like the stairs are very high and she's too small to make it and may be seriously hurt or even die; she doesn't know how much time she needs to reach the bottom so what if she's too tired; she's afraid nobody will wait for her to go down the stairs and then she'll be left alone.
What others may think: this is just going down the stairs which is one of the easiest things in the world; nothing bad is likely to happen to her; this is just unreasonable hysteria; she sees her mother's hands are full and she just doesn't understand that her mother can't help her this time.
Would you: try to persuade her that going down stairs is not dangerous and that she should ignore her own natural sensations of fear and do something in spite of it?
3. A boy doesn't want to go to sleep, even if he's tired and it's very late; he's crying and each time his mother puts him in bed, he gets up and walks somewhere else.
What the boy may think and feel: he's afraid that when he falls asleep he'll stop breathing; he doesn't know that people can breathe while sleeping so he's trying his best not to fall asleep; he's afraid he'll die; he has no idea how the human body works; it seems to him like his mother doesn't care if he'll be alive in the morning or not.
What others may think: he just doesn't want to go to sleep; he'd rather stay up all night long and play; he is making it all up; he needs to sleep because he'll be tired tomorrow!
Would you: turn off the light, go out of the room, close and lock the door leaving the crying and scared boy inside to face his fears and see that nothing bad happens.
               
                And now let's take adults instead of children because they know much more about life... And yet still have similar fears.
1. A 25 year-old woman doesn't want to jump into water from some rocks when her friends do it without any problems.
What the woman may think and feel: she knows exactly how high it is and that the water is deep enough; she can swim but she's afraid that after she's deep under water, she won't be able to swim up and she'll drown.
What others may think: other people do it so they wonder why she doesn't want to; she's in panic which is irrational because she can swim; she shouldn't be that scared because it's deep so she won't break her spine.
Would you: push her down from the rocks to help her face her fears and see that nothing bad happens?
2. A 32 year-old woman is scared of cats and she runs away when she sees them.
What the woman may think and feel: she imagines the cat will scratch her to death; she can see cats as very scary and dangerous animals that want to hurt her; she doesn't want to risk being hurt in any way.
What others may think: it's funny and irrational for other people whose favorite pets are cats; they're so cute and cuddly; there's definitely no reason to be afraid of cats; this is a good thing to make jokes of.
Would you: laugh at her in a situation when she sees three cats and she's crying, her hands are shaking and she can't talk at all, to show her how irrational her fear is?
3. A father of three children doesn't want to go roller skating with them.
What the man may think and feel: he imagines he'll fall and people will laugh at him; he's afraid he'll feel humiliated and that people will make fun of him later over and over again; he doesn't know what people think; he won't be able to feel comfortable; he remembers a time when he fell on his knees and his wife couldn't stop laughing because it was "so funny".
What others may think: he's an adult; he's making a problem out of something that doesn't really exist; he is a wimp; he's acting like a baby.
Would you: force him to go and feel extremely stressed that he'll have this feeling he hates so that he will discover that nothing bad happens?

                I hope you can see how a person's fears can seem completely irrational and bizarre to another while ALSO being completely rational and real to the person with the fear. We do not have access to another person's reality. While it may be tempting to imagine what another is experiencing it is rarely accurate and can result in the other feeling misunderstood. The first challenge is to learn what the other person is experiencing. I say challenge because this requires first earning the trust of the other as well as briefly putting aside one's own reality while considering another's instead of imposing your own reality on them. I will discuss this at greater length in my next post.
Feel free to post a comment and to give me other examples if you have some!


Talk to you in two weeks!
Aga & Nathan

Radzenie sobie ze strachem. - Część 1. (Polski / English)

________________________


                Każdego dnia widzę sytuacje, które angażują inne rodziny i lubię obserwować, jak odnoszą się do siebie. W najczęstszych przypadkach, rzeczy, które widzę, przeszkadzają mi. Widzę dorosłych, którzy biją swoje dzieci, śmieją się z nich, gdy te żyją w stresie i traktują je jak wrogów. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że dorośli żyją w stanie wojny ze swoimi dziećmi i można to zaobserwować bliżej po zaledwie kilku minutach. W trakcie tej trwającej wojny, dorośli będą doświadczać niedogodności związane ze strachem dziecka i jedyną rzeczą, jaką chcą zrobić, to pozbycie się problemu. Niektórzy powiedzą, że robią to dla dobra dziecka, ale widzę, że za tym kryje się pogarda i obrzydzenie w kierunku dziecka, które nie zachowuje się tak, jak "powinno". Dorośli są zażenowani, kiedy inni widzą ich dziecko, jako coś niższego niż ekstrawertyk i osobę pozbawioną strachu. Są sfrustrowani z tego typu problemami, bo nie wiedzą, jak pomóc swojemu dziecku. Podzielę się z wami kilkoma świeżymi przykładami i postaram się pokazać, jakie różnice znajdziecie w sposobie, w jakim dane sytuacje doświadcza dorosły, a jak to samo doświadcza dziecko.

1. Pojechaliśmy do parku wodnego z wieloma fajnymi zjeżdżalniami, gdzie ludzie mają dużo zabawy. Zjeżdżalnie te były przeznaczone dla osób powyżej 107cm. Był jeden wyjątek - jeśli dziecko było niższe, rodzic mógł pojechać z nim (niektóre zjeżdżalnie miały swoje pontony, na których mogły siedzieć dwie osoby).
Czekaliśmy na naszą kolej, a przed nami była spora rodzina. Około 10 osób, przede wszystkim dorośli, ale była tam też jedna mała dziewczynka. Wyglądała na mniej wiecej dwa lata, nie więcej, niż dwa i pół. Jakaś kobieta trzymała ją, a później przekazała ją innej kobiecie. Myślę, że drugą była matka. Dziewczynka płakała, wyglądała na wystraszoną, mówiła: "Nie chcę iść!" Kobieta nie wydawała się słuchać, ale był jeden moment, kiedy wraz z dziewczynką podeszła do brzegu i pokazała jej wszystko na dole. Wydawało nam się, że chciała po prostu pokazać jej wszystko i zejść na dół. Niestety, byłam zawiedziona. Mężczyzna, może ojciec, był prawie gotowy, by zjechać na dół i był na jednym z tych pontonów, o których wspomniałam. I wtedy, gdy ratownik powiedział, że mógł już zjechać, kobieta szybko położyła dziewczynkę na jego kolanach! Ona bardzo płakała, powtarzała, jak bardzo nie chciała iść, nie była tylko wystraszona - ona panikowała! Ruszała rękami i nogami, próbując uciec, ale mężczyzna trzymał jąbardzo mocno, kiedy inni popychali ich w dół. Dziewczynka bardzo krzyczała, a większość ludzi śmiała się na głos, kompletnie nie biorąc pod uwagę jej uczuć.
Później zobaczyłam tę dziewczynkę raz jeszcze. Ten sam mężczyzna szedł z przodu, dwie starsze dziewczynki za nim, a później na końcu, całkiem sama, patrząca na ziemię, wyglądająca bardzo smutno - ta sama dwulatka.
2. Byliśmy w miejscu, gdzie wszędzie jest sporo trampolin, więc ludzie mogą skakać przez całe dnie. Jest tam jedna miejscówka, gdzie można skoczyć do dużego pojemnika, jakby basenu, z gąbkami i niektórzy robili tam naprawdę niesamowite rzeczy. Ale jedna dziewczynka, ok. cztery - pięć lat, zawahała się i zrobiła krok do tyłu od brzegu. Jej nastoletnia siostra, opiekunka lub ktoś w tym rodzaju, podbiegła do niej, złapała ją i wrzuciła ją w te gąbki! Dziewczynka płakała i była widocznie zła na jej napastnika i zażądała, by to nie zdarzyło się nigdy więcej. Nastolatka przeprosiła i zgodziła się na to.
3. Byłam na placu zabaw z Alicią, gdzie była też inna rodzina - rodzice i trójka dzieci. Najmłodsza dziewczynka miałapewnie jakieś trzy lata, później chłopiec ok. siedem i drugi chłopiec pomiędzy nimi. Ten plac zabaw ma drążki i dzieci mogą wspinać się na górę i później zjeżdżać na dół tak, jak strażacy robią. Alicia zrobiła to kilka razy i wtedy chłopiec chciał zrobić to samo. Wszedł na górę i spróbował kilka pozycji, by zjechać na dół. Alicia starała się pomóc mu mówiąc, jak ona to zrobiła. Chłopiec zaczął się bać i nie chciał iść w żadnym kierunku. Powiedział, że wolałby zejść inną drogą (ale żadnej innej tam nie ma). Wtedy jego rodzice wstali i podeszli bliżej. Mężczyzna nic nie powiedział, ale od razu złapał nogi chłopca i podniósł je w górę tak, że zawisły w powietrzu. Chłopiec zaczął płakać i mówić mu, by położył jego nogi tam, gdzie były. Trzymał rurę o wiele mocniej, niż wcześniej i mogłam zobaczyć, jak spięty był. Kobieta powtarzała: "zjedź na dół, to jest bezpieczne, pomożemy ci!" Chłopiec powiedział, że nie chciał tego zrobić i raz jeszcze powiedział mężczyźnie, by zostawił jego nogi. Wtedy, ten sam mężczyzna, zaczął powoli ściągać chłopca w dół rury... Ten płakał bardziej, niż wcześniej. Trzymał tę rurę tak mocno, że trudno było mu przekładać ręce, więc nie było mu łatwo zejść na dół. Kiedy w końcu dotarł na ziemię, wciąż płakał, a kobieta... dała mu klapsa! Chłopiec momentalnie przestał płakać. Po tym, podszedłdo niej bliżej i przytulił ją. Ona nie odwzajemniła tego uścisku.

                Niektórzy ludzie mówią: "dzieci muszą zwalczyć strach! (...) Mówią, że nie czegoś nie lubią, bo tego nie znają - to samo jest z próbowaniem nowego jedzenia - nie będą chciały tego zjeść, zanim nie spróbują, a tak poza tym, jak można powiedzieć, że się czegoś boi, jeśli nie wie się, jak się to doświadcza? (...) Jeśli będą zmuszeni do zrobienia czegoś, przyzwyczają się do tego i zobaczą, że to nie jest takie straszne! (...) Jeśli boją się wody, muszą być popychani do niej, by mogli się przyzwyczaić. Jeśli zostawisz to tak, jak jest, nie będą w stanie nawiązać przyjaźni w przyszłości, bo będą się bali wszystkiego! (...) Nie róbcie mięczaków z dzieci! Muszą wiedzieć, na czym polega życie. (...) Boją się różnych rzeczy, bo nie wiedzą, ile zabawy by mieli. (...) Nie myślą racjonalnie, skoczyłyby z mostu, bo nie zdają sobie sprawy, jak wysoko jest i że mogą się zabić. Czasami więc trzeba wkraczać w ich życie, bo wiedzą mniej, niż my." I wiele, wiele więcej.
(Wzięłam te przykłady z internetu.)

                Teraz przedstawię te komentarze moimi słowami, czyli w sposób, w jaki ja to rozumiem...
            Dzieci nie są mądre i nie myślą tak, jak rodzice chcą, by myśleli, bo nie wiedzą nic o życiu i o świecie, który je otacza. Dlatego rolą rodziców jest wkładanie im rzeczy do głowy w taki sposób, w jaki oni je widzą, nie pozwalając dzieciom znaleźć własnej drogi, własnych rozwiązań. Więc w momencie, gdy dziecko jest czymś przerażone, najlepszym wyjściem jest zmuszenie go do zrobienia tego nawet, jeśli dziecko krzyczy, płacze i mówi, jak bardzo nie chce. Jeśli pozwolisz mu się bać, wychowasz mięczaka. Reakcje dzieci spowodowane są tym, że nie wiedzą, co na nich czeka oraz, w oczach rodzica, będzie miało radochę, więc oczywiste jest, że dziecku też się to spodoba. I wtedy przyzwyczai się do tego. Lęki dzieci nie są racjonalne, bo nie mają pojęcia, jak dana rzecz smakuje, więc popchnij je do tego. Na pewno będzie wdzięczne w przyszłości, gdy wyrośnie z tego poprzez bycie zmuszanym do robienia czegoś, czego się boi. Strach, panika, poczucie zdrady i straty zaufania rozwiążą się same i wymażą się z życia dziecka, nigdy więcej nie wracając.

                Przypuszczam, że przeczytaliście przykłady, jakie dałam wyżej. Opowiem Wam jeszcze o trzech, które wpadły mi przed chwilą do głowy.
1. Chłopiec boi się dużych psów; chowa się za nogami rodzica, gdy takowe widzi; nie ma opcji, by pogłaskał psa większego, niż Chihuahua.
Co chłopiec może myśleć i czuć: każdy pies, jakiego widzi, ugryzie go i wtedy chłopiec umrze; wyobraża sobie, że psy patrzą na niego, myśląc "I hate you"; nie wie przecież, czy psy są miłe, czy nie.
Co inni mogą myśleć: pies sąsiada jest bardzo przyjazny i nigdy nikogo nie ugryzł; nie ma się czego bać, dziecko nie jest w żadnym niebezpieczeństwie; to tylko jego wyobraźnia i w sumie to trochę urocze jest to, jak się boi; nie powinien myśleć o najgorszym z możliwych przypadków od razu, a przynajmniej nie dopóki spróbuje.
Czy ty: zamknąłbyś chłopca w pokoju pełnym dużych psób, które wytresowane są, by nie gryźć (ale chłopiec nadal jest przerażony) po to, by "wyrósł" z tego i "przyzwyczaił się" do nich?
2. Mała dziewczynka musi zejść sama po schodach, bez trzymania ręki rodzica (obie ręce ma zajęte); płacze.
Co dziewczynka może myśleć i czuć: boi się; nie może dosięgnąć barierki i wydaje jej się, że schody są za wysokie, a ona jest za mała i może się poważnie zranić albo nawet umrzeć; nie wie, ile czasu potrzebuje, by zejść na dół, więc co, jeśli zmęczy się za bardzo; boi się, że nikt nie będzie na nią czekał i zostanie sama.
Co inni mogą myśleć: to tylko zejście po schodach, czyli jedna z najprostszych rzeczy na świecie; nic złego się jej nie stanie; to tylko histeria bez żadnego powodu; widzi, że jej mama ma obie ręce zajęte, ale tego po prostu nie rozumie, że tym razem nie uzyska pomocy.
Czy ty: próbowałbyś przekonać ją, że zejście po schodach nie jest niebezpieczne, oraz że powinna zignorować jej naturalne uczucia strachu i zrobić coś mimo ich?
3. Chłopiec nie chce iść spać nawet w momencie, gdy jest bardzo zmęczony i jest już późno; płacze i za każdym razem, gdy matka kładzie go do łózka, on wstaje i idzie gdzie indziej.
Co chłopiec może myśleć i czuć: boi się, że gdy zaśnie, przestanie oddychać; nie wie, że człowiek może oddychać w czasie snu, więc robi wszystko, co w jego mocy, by nie zasnąć; boi się, że umrze; nie ma pojęcia, jak działa ludzie ciało; wydaje mu się, że jego mama nie interesuje się tym, czy zastanie go rano żywego, czy nie.
Co inni mogą myśleć: on po prostu nie chce iść spać; woli siedzieć całą noc i się bawić; wymyśla sobie coś; musi iść spać, bo jutro będzie zmęczony!
Czy ty: wyłączyłbyś światło, wyszedłbyś z pokoju, zamknąłbyś drzwi na klucz, zostawiając w środku płaczące i przerażone dziecko po to, by stawiło czoła swojemu lękowi i zobaczyło, że nic złego się nie stanie?

                Weźmy jeszcze dorosłych, zamiast dzieci, czyli osoby, które wiedzą o życiu znacznie więcej... A nadal mają podobne lęki.
1. 25-letnia kobieta nie chce skoczyć do wody ze skał, gdy jej przyjaciele robią to bez żadnego problemu.
Co kobieta może myśleć i czuć: doskonale wie, jak wysoko jest, i że woda jest wystarczająco głęboka; potrafi pływać, ale boi się, że w momencie, gdy po skoku znajdzie się głęboko pod wodą, nie będzie w stanie wypłynąć na powierzchnię i utonie.
Co inni mogą myśleć: inni to robią, więc zastanawiają się, dlaczego ona nie chce; jest spanikowana, co jest nieracjonalne, bo ona potrafi pływać; nie powinna się bać, bo jest głęboko, więc nie złamie sobie kręgosłupa.
Czy ty: zepchnąłbyś ją ze skał po to, by stawiła czoła lękowi i przekonała się, że nic złego się nie dzieje?
2. 32-letnia kobieta boi się kotów i ucieka zawsze, gdy je widzi.
Co kobieta może myśleć i czuć: wyobraża sobie, że koty podrapią ją na śmierć; widzi je, jako bardzo przerażające i niebezpieczne zwierzęta, które chcą ją skrzywdzić; nie chce podejmować tego ryzyka w żaden sposób.
Co inni mogą myśleć: to zabawne i nieracjonalne dla ludzi, których ulubionymi zwierzakami są właśnie koty; są takie urocze; nie ma żadnego powodu, by się ich bać; to dobra rzecz, by robić sobie żarty.
Czy ty: śmiałbyś się z niej w sytuacji, gdy widzi trzy koty i płacze, trzęsą jej się ręce i nie może mówić, by pokazać jej, jak bardzo nieracjonalny jest jej strach?
3. Ojciec trójki dzieci nie chce iść na rolki z nimi.
Co mężczyzna może myśleć i czuć: wyobraża sobie, że się przewróci i ludzie będą się z niego śmiać; boi się upokorzenia i tego, że inni będą później sobie z tego żartować co chwilę; nie wie, co ludzie myślą; nie będzie czuł się komfortowo; pamięta, kiedy upadł na kolana i jego żona nie mogła przestać się śmiać, bo to było "bardzo zabawne".
Co inni mogą myśleć: jest dorosły; robi z igły widły; jest mięczakiem; zachowuje się jak dziecko.
Czy ty: zmusiłbyś go do zrobienia tego i do czucia się niesamowicie zestresowanym, że znów poczuje to, czego nienawidzi, ale żeby zobaczył, że nic złego się nie dzieje?

                Mam nadzieję, że widzicie, jak strach jednej osoby, który wydaje się nieracjonalny i dziwny dla innej, jest całkowicie racjonalny i prawdziwy dla tej z lękiem. Nie mamy dostępu do rzeczywistości innych ludzi. Wyobrażanie sobie, czego doświadczają inni może być kuszące, ale rzadko zgadza się z prawdą. Pierwszym wyzwaniem jest dowiedzenie się, czego doświadcza druga osoba. Mówię "wyzwanie", bo to wymaga pozyskania zaufania drugiej osoby w takim samym stopniu, jak i krótkie pomijanie własnej rzeczywistości, biorąc pod uwagę innych, zamiast narzucać swoje zdanie. Będę mówić o tym więcej w kolejnym poście.
Zapraszam do wyrażania swoich opinii, jak i do podawania innych przykładów, jeśli takowe macie!


Do napisania za dwa tygodnie!
Aga & Nathan

Saturday, August 2, 2014

Miami, Key West, zdjęcie z małpką!!!, karmienie kangurów i więcej... czyli tydzień z Kate :).


Home sweet home! - chciałoby się powiedzieć melodyjnym głosem po powrocie z Miami po pięciu dniach nieobecności. Niby nie tak długo, ale jednak się stęskniłam, więc dobrze było być znów na miejscu. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo dobrze się bawiłam przez ten czas razem z Kaśką, która to była w Miami przez nieco ponad miesiąc. Wczoraj obie miałyśmy samoloty - ona o 16:40, a ja 16:41 ;) - z tą różnicą, że ja wracałam do domu zaledwie 1,5 godziny drogi od Miami, a ona niestety miała dziewięcio godzinny lot do Frankfurtu, potem z dwie godziny na lotnisku i później jeszcze dwie godzinki do Warszawy. Biedna, musiała wracać tam... Bez sensu. Ja uważam, że porobiłyśmy trochę naprawdę fajnych rzeczy, a o tych najfajniejszych opowiem Wam w tej notce.


To, co zanotowałam po przylocie, to fakt, że temperatura była wyższa tam niż w Atlancie o mniej-więcej dziesięć stopni. Przez te pięć dni codziennie smażyłyśmy się w ok. 40-45 stopniach Celsjusza i świeciło na nas non stop pełne słońce. Raz tylko była burza, ale to wiecie, jak to jest na Florydzie - jest upał i świeci słońce, po czym w jednym momencie nadchodzą chmury, leje deszcz (ewentualnie grzmi i błyska), ale ciągle jest gorąco, a po maksymalnie pół godziny niebo znów jest czyste i znowu świeci słońce.
Poza tym, pogryzły mnie jakieś małe robale, ale nie komary, tylko jakiś rodzaj meszek czy coś. Jak mnie to swędziało, to sobie nie wyobrażacie. Kupiłam sobie mocniejszy OFF, który przeznaczony jest dla ludzi, którzy spacerują gdzieś w głębiach lasu. Niestety lubi mnie wszystko, co wysysa krew ;).

Wieczorem w dzień po moim przylocie poszłyśmy sobie coś zjeść i znalazłyśmy się w restauracji, gdzie przywitał nas koleś, który wyglądał i zachowywał się tak, jakby był naćpany albo po kilku głębszych. Albo i to, i to. Tańczył na zewnątrz, śpiewał, skakał, zagadywał do ludzi w dość dziwny sposób... Generalnie nikt nie musiał się zatrzymywać, by chcieć usiąść ani nawet by przeczytać menu - on podchodził do prawie każdego, kto przechodził obok i zatrzymywał ich, pytając ile osób i wskazując stolik. Ludzie w większości byli całkiem zmieszani. Minus był taki, że my chciałyśmy iść właśnie tam, bo w tym miejscu mają bardzo dobrą pizzę. Wskazał nam więc stolik, po czym powiedział: "you're very sexy, very sexy!" W tym momencie to ja byłam zmieszana. Aż zapytałam kelnerki, czy on naprawdę tam pracuje. Ona odpowiedziała, że tak, ale widać było od razu, że czuje się zażenowana przez ten fakt. Sama powiedziała nawet: "he's very weird!" No ale to nic, później już nie musiałyśmy wchodzić w żadne interakcje z nim, więc zjadłyśmy, popiłyśmy i wróciłyśmy do hotelu. Oni mają tam takie ogromne koktajle i drinki, że szok! Nie pomyślałyśmy, żeby wziąć jeden na nas dwie, więc zamówiłyśmy po jednym... Dajcie spokój, wypiłam może z jeden, max dwa centrymetry od góry, a miałam wrażenie, że piłam i piłam, i piłam, i piłam...


Jedną z głównych rzeczy, jakie chciałyśmy zrobić, była wycieczka na Key West. Za taką w obie strony za dwie osoby z wliczonym już podatkiem, zapłaciłyśmy $138. Można było oczywiście znaleźć i takie tańsze (np. za 45 dolców za jedną osobę), ale postanowiłyśmy skorzystać z tej, którą oferował nasz hotel. Autokar odebrał nas o godz. 7, na miejscu byliśmy nieco po 11, a zbiórkę na powrót mieliśmy o 17:30. Niby nie dużo czasu, ale w sumie jak się nie ma jakichś konkretnych planów na muzea/ogrody/cokolwiek, to nie ma tragedii. Samo miasto też nie jest jakieś duże. Podobała mi się droga tam i z powrotem oczywiście też, bo jedzie się przez takie długie mosty i dookoła jest sama woda. Bardzo fajne widoki! 

Wiecie, że za zabicie kurczaka na Key West grozi kara $500?! Pierwszą osobą, która to powiedziała, był kierowca autokaru w momencie, gdy kurczak przeszedł przez środek ulicy i wszyscy się zatrzymali, by go przepuścić. Później zapytałam o to taksówkarza. Kurczaki na Key West objęte są ochroną! Kurczaki te wzięły się tam po roku 1860, kiedy to Kubańczycy zaczęli uciekać ze swojego państwa (z powodu Wojny Dziesięcioletniej). W związku z tym, że na Kubie kurczaki oznaczały pieniądze (ludzie używali ich do walk, co zostało zakazane w okolicach roku 1870), ludzie zabierali je ze sobą. Później zaczęły one tracić domy i zamieszkały na ulicach... 

Tam było nawet cieplej niż w Miami, więc ogólnie rzecz biorąc topiłyśmy się niesamowicie. Kupiłam nawet kapelusz, by kryć moją głowę przed słońcem! Nie lubię czuć tego bólu, który mam od jego nadmiaru. Poza tym od dawna szukałam jakiegoś, ale mój problem polega na tym, że mam dużą głowę ;) i ciężko było mi znaleźć taki, który nie byłby za mały. Właściwie za małe były wszystkie, które przymierzałam. Ten jeden okazał się idealny! Szkoda tylko, że był taki drogi...







Jeśli chodzi o samo miasto, to uważam, że ma klimat. Jest tam mnóstwo starych domków, w większości kolorowych, otoczonych mnóstwem drzew. Jakby tak odjąć pot lejący się z czoła, to mogłabym powiedzieć, że bardzo przyjemnie się tam spacerowało. Kaśka niestety nie mogła powiedzieć tego samego, ale nie będę tu wnikać w szczegóły ;).
Jeśli natomiast chodzi o plażę, to obie byłyśmy zawiedzione. Po pierwsze, ciężko było gdziekolwiek trafić, bo wiele plaż było prywatnych. Zapytałam więc jednego pana w jakimś hotelu, gdzie najlepiej pójść i wskazał miejsce w jakimś parku narodowym, gdzie jest podobno "najładniej". Nie mogę sobie przypomnieć nazwy, więc Wam nie powiem, ale powtórzę za to - byłam zawiedziona. Plusem było to, że woda w oceanie była tak samo ciepła, jak i w Miami, więc bardzo przyjemnie było sobie w niej posiedzieć.





muzeum sztuki

Zdjęcie trochę bez sensu, ale zrobiłam je, żeby Wam pokazać, 
jak wąskie były schody ruchome! 
Na zdjęciu jestem ja i już nie było miejsca, to sobie wyobraźcie...

W czwartek miałyśmy zamiar iść do miejsca, gdzie można sobie popływać z delfinami, ale niestety wszystkie terminy były zajęte. Tzn. mieli jeden wolny, ale na piątek o godz. 17, a my przed 17 miałyśmy samoloty, więc niestety... Wskazówka dla Was: jeśli chcecie robić takie rzeczy, to koniecznie dzwońcie i rezerwujcie przynajmniej trzy dni wcześniej, żeby mieć pewność. Zrobiłyśmy jednak coś innego! Widziałyśmy w okolicach Downtown spory budynek otoczony palmami i innymi drzewami z napisem "Jungle Island". Nie wiedziałyśmy, co to było, więc sprawdziłyśmy sobie w internecie. Okazało się, że to coś takiego jak zoo z tą różnicą, że dostępne są bilety, które pozwalają na interakcje ze zwierzętami! Można je trzymać na rękach, bawić się z nimi, karmić... Oczywiście nie wszystkie, bo jednak nie byłoby to takie bezpieczne np. z tygrysem albo organgutanem, którego jedna łapa jest wielkości mojego uda ;), ale generalnie była to świetna rekompesata! A nawet więcej, bo spełniłam kolejne swoje marzenie - potrzymałam i zrobiłam sobię zdjęcie z małpką :)))). 

Jeśli chodzi o bilety do tego miejsca, to ceny zaczynają się od $32 i rosną w zależności od tego, jaki typ chcecie. Te najtańsze to tylko samo zwiedzanie, jak w zoo, natomiast te, które my miałyśmy (wliczał się osobisty przewodnik, interakcja ze zwierzętami, upominek w postaci koszulki i zniżka w sklepiku z pamiątkami), to $265,50 (z podatkiem), które warto wydać, jeśli jesteście zajarani zwierzakami tak, jak my ;). Nasz przewodnik był w naszym wieku i był bardzo wyluzowany, co było super, bo mogliśmy porobić to, co najbardziej chciałyśmy, rozumieliśmy się, robił nam zdjęcia cały czas i w ogóle. Zadawałam miliony pytań, a jego wiedza była ogromna i widać było, że naprawdę kocha tę pracę i wszystkie zwierzaki. Trochę się obawiałam, że trafi nam się jakiś podstarzały przewodnik, który będzie zainteresowany jedynie tym, by odbębnić swoją pracę i iść do domu... Na szczęście się tak nie stało.


Na pierwszy ogień poszły lemury! Zachowują się i wyglądają jak małpy (z wyjątkiem ich twarzy - lemury mają taki jakby dziubek, jak np. szczury, natomiast małpy mają płaskie twarze), ale małpami nie są. Jest to gatunek małpiatki, co oznacza "przed małpami". Występują jedynie na Madagaskarze, mają długi ogon, są bardzo puszyste. Te na zdjęciach miały ok. zaledwie osiem miesięcy. Samice będą mogły mieć młode za ok. 16-18 miesięcy. Wszystkie, gdy urosną, będą prawie dwa razy takiej wielkości, jakie są teraz. Nie są ciężkie, ale nie pamiętam, ile ważyły. Mogą skakać na wysokość ok. 13 stóp, czyli niecałe 4 metry. Te na zdjęciach zachowują się jak ludzie w tym sensie, że śpią głównie w nocy, aktywne są w dzień, ucinają sobie drzemki w środku dnia... Jedzą głównie warzywa i owoce. Bardzo lubią się przytulać tak do siebie, jak i do ludzi - jeden z nich zasnął opierając głowę o moją dłoń i trzymając jednocześnie moje dwa palce w dłoni! To było mega urocze! Druga natomiast lizała mi twarz, co jakoś w ogóle mi nie przeszkadzało. Uwielbiają też bawić się włosami, więc dobrze się złożyło, że obie miałyśmy je rozpuszczone.




 

Papugi! Mega kolorowe i bardzo ciche. Dowiedziałam się, że rankami i wieczorami są niesamowicie głośne, a w ciągu dnia zachowują się raczej spokojnie. Niektóre mówią słówka typu "hi" albo "hello", a już szczególnie, gdy są głodne. Nie lubią za bardzo, gdy ludzie z nimi zadzierają, jak np. ten jeden facet, który irytował jedną z nich pukając ją lekko po głowie. Gdy Ryan powiedział mu "sir? I don't think she likes it!", roześmiał się tylko... Nie cierpię takich ludzi!




Lampart! Na tym samym wybiegu był również czarny. Ludzie bardzo często mylą czarne i myślą, że są to pantery. Ja też bym tak powiedziała, natomiast właśnie tam dowiedziałam się, że są też czarne lamparty. Widać było troszkę takie ciapki na tym czarnym, ale trzeba było się bardzo przyjrzeć. Niestety nie mam zdjęcia, bo gdzieś tam sobie poszedł i nie zdążyłam już zrobić.


Wiecie, jak nazywa się drzewo poniżej? "Sausage tree"! Można powiedzieć też "cucumber tree", ale taka właściwa nazwa to "kigelia". Rośnie na terenie RPA. To długie coś, co widzicie na fotce poniżej, to owoce, a gdzieś tam na końcach gałęzi znajdziecie też zamknięte kwiaty, które mają kolor purpurowy. Otwierają się w nocy, bo zapylają je nie pszczoły, ale... nietoperze! Nie wiem jednak, czy w tym przypadku "zapylanie" to dobre określenie. 


Kolejny był legwan! To takie jakby ostre coś na jego grzbiecie zbudowane jest z tego samego, co ludzkie paznokcie. Bardzo miękkie i można kłaść je po obu stronach jego ciała, co nie jest w ogóle bolesne. Wszystkie palce ma różnej długości, ale te różnice są zdecydowanie większe, niż np. u ludzi. Byłam w lekkim szoku, gdy dowiedziałam się, że na górze głowy umiejscowione jest jakby trzecie oko. Oczywiście zwierzak ten nie widzi przez nie nic dokładnie, ale pozwala mu ono widzieć jakieś ruchy, więc gdy np. widzi jakiś wielki ruszający się cień to wie, że ma zwiewać. Całkiem przyjemny osobnik z uroczymi policzkami!




I to, na co Kate czekała najbardziej, czyli wąż! Ten, to anakonda. Młoda jeszcze, ale już bardzo ciężka - przyniosły nam ją dwie osoby! Ta anakonda miała długość ok. 2 metrów, a, gdy dojrzeje, może dojść nawet do 4,5m! Te, które mieszkają na dziko, mogą ważyć nawet 250kg, co robi z nich najcięższe (ale nie najdłuższe) węże na świecie. Gdy chce coś/kogoś zabić, to nie wbija zębów z jadem, tylko zwyczajnie ściska. Węże te mają swego rodzaju "czujniki", które, przy duszeniu, umiejscowują w okolicach serca i puszczają, gdy nie czują już żadnego drgania.
Fotka z wężem musiała być! W końcu wiecie... Moje nazwisko do czegoś zobowiązuje ;).



Później kangury! Wyglądały na małe, ale jak jeden z nich stanął na łapach na prosto, to sięgnął pewnie do ok. 175cm. Tutaj nie mam jakoś dużo do powiedzenia. Generalnie bardzo przyjazne zwierzaki, chociaż słyszałam, że potrafią kopnąć z ogromną siłą. Miały przymrużone oczy, bo świeciło słońce, co było swego rodzaju urocze... Nie wiem w sumie dlaczego mi się to tak podobało. 



Żółw na zdjęciu poniżej ma 84 lata! Wisiał sobie tak na ogrodzeniu, odpoczywając czy coś. Ryan dał nam marchewki, byśmy mogły go pokarmić. Jadł bardzo wolno, ale potrafił ugryźć taką jedną marchewkę w połowie i połknąć część, by po chwili połknąć drugą... Bez mielenia jej wcześniej. Zebów miał mnóstwo, ale były bardzo małe. Był ogromny! Miał pewnie ponad 1m długości. Nie wiem, jak z tym, ale ogólnie te żółwie ważą ponad 200kg, a największy zanotowany ważył aż 1000kg! Najdłużej żyjący miał 188 lat, więc coś czuję, że jeszcze długa droga przed tym poniżej :). Bardzo lubi być drapany po szyi, co pokazuje, poprzez wyciąganie głowy coraz dalej i wyżej.



Biały tygrys! Piękny! W tej samej zagrodzie był też zwykły tygrys, lew oraz biały lew. Niestety tylko ten był w takiej pozycji, że był sens robić zdjęcie. Reszta albo leżała, albo się gdzieś pochowała po cieniach.


Później zostałyśmy zaprowadzone do takiego małego szpitala na tyłach, gdzie widziałyśmy jeszcze jednego węża i był to najmniejszy, jakiego w życiu widziałam. Ten miał zaledwie 8 miesięcy. Dowiedziałyśmy się, że węże (przynajmniej ten rodzaj - nie wiem, jak z resztą) rosną bardzo wolno. Nie pamiętam niestety, jaki to jest rodzaj ani jak duży będzie, gdy dorośnie.



I na koniec to, co najważniejsze w tym samym miejscu! MAŁPKA!!!! Ta miała zaledwie roczek i, gdy Ryan nam ją przyniósł, przytulona była do swojego pluszaka (też małpa, btw), który robił jej za mamę. W sumie, to nie wiem, co stało się z jej matką... Jeśli przewodnik coś o tej sprawie mówił, to chyba byłam zbyt podekscytowana, by to zanotować ;). Generalnie była przeeeeeesłodka! No większego słodziaka dawno nie widziałam! Ta jej mała twarzyczka i te oczka, które się we mnie wpatrywały! Niesamowite! Na początku była nieco wystraszona, co jest oczywiste, ale później się już ośmielała coraz bardziej i bardziej, aż w końcu zaczęła skakać ze mnie na Kate i tak w kółko... Ona też bardzo lubiła bawić się włosami! Naprawdę, powiem Wam, że to było niewiarygodne dla mnie, bo od tak długiego czasu chciałam sobie potrzymać małpę i zrobić z nią zdjęcie, że, jak w końcu nadszedł ten moment, to zacieszałam jak głupia! Mega się cieszę :).




No i taki widoczek na koniec tej wycieczki...


Ciekawostka: wiecie, że Beyonce pojechała do Jungle Island z okazji urodzin jej córki i też bawiły się ze zwierzętami? Z tą różnicą, że ona zapłaciła im, by zamknęli cały obiekt i miały do dyspozycji wszystko dla siebie, a pracownicy przynosili im tylko zwierzaki po kolei.

Wieczorem poszłyśmy do restauracji na jakąś kolację, gdzie serwowali OGROMNE porcje! No takich, to ja jeszcze nigdzie nie widziałam. Zrobiłam foto mojej sałatki, ale na zdjęciu i tak nie wygląda na tak olbrzymią, jaka była w rzeczywistości. Następnego dnia przed wylotem pojechałyśmy jeszcze na jedną plażę, a potem na lotnisko... Dobre było to, że loty miałyśmy w tym samym czasie, to mogłyśmy spokojnie jechać razem i żadna nie musiała później czekać. To lotnisko w Miami jest tak zbudowane, że po jednej stronie są loty międzynarodowe, a po drugiej krajowe, ale można sobie spokojnie przechodzić z jednej do drugiej, więc pożegnałyśmy się tuż przed boardingiem. Ja sobie oczywiście coś jeszcze zjadłam, bo przecież wiecznie głodna jestem, i kupiłam sporo pocztówek, które mam zamiar rozesłać na Postcrossingu, bo dalej w tym działam. W Atlancie byłam po niecałych dwóch godzinach lotu, a z lotniska odebrał mnie oczywiście Nathan.





Jeśli ktoś z Was planuje wycieczkę do Miami Beach i ląduje na lotnisku międzynarodowym (MIA), to polecam wziąć albo jakiś transport hotelowy, jeśli Wasz hotel taki ma, albo "super shuttle", które zawiezie Was gdziekolwiek chcecie. Za to do centrum Miami Beach zapłacicie w okolicach $20, natomiast taksówka wyniesie Was ponad $30. Do Downtown jest oczywiście taniej.

Tak się zastanawiam, co tam jeszcze i w sumie myślę, że to tyle na razie. Podsumowując, cieszę się, że miałyśmy okazję się spotkać i naprawdę spędziłam tam bardzo fajny czas! W dodatku nigdy nie byłam taka opalona, jak jestem teraz. Normalnie jak na moje możliwości, to jestem mega brązowa, ale inni, którzy nie widzieli wcześniej mojej białej skóry dziwią się, gdy mówię, że się opaliłam ;). Bardzo lubię Miami, ale tylko na chwilę... Tak sobie pojechać raz na jakiś czas na weekend, to spoko (dobrze, że mam blisko!), jednak siedzieć dłużej nie ma sensu, gdy już się zobaczy wszystko. No chyba że ktoś lubi spędzać sporo czasu na plaży, to wtedy jak najbardziej jest sens. Ja nie lubię, a poza tym nie mogę, więc to nie dla mnie. Nie mogłabym tam mieszkać na pewno.

Odznaczyłam kolejne dwa punkty z mojej "to do list" - odwiedziny Key West i foto z małpą!

Mam nadzieję, że to, co tu powypisywałam, było dla Was choć trochę interesujące!

Do następnego (środa/czwartek),
Aga