Wednesday, February 26, 2014

What happens in Vegas, stays in Vegas!


Miejsce to, podobnie jak Grand Canyon, nie widnialo w naszych planach. Postanowilismy tam pojechac, bo to byly tylko 4 godziny autem z LA, wiec wlasciwie nic. Dotarlismy tam wieczorem i, po zameldowaniu w hotelu, poszlismy na spacer. Doswiadczylam to, czego sie spodziewalam, czyli mnostwo ludzi, swiatel, halas, itp., co oczywiscie podobalo mi sie. I znowu to powiem - widzialam wszystkie te miejsca, ktore do tej pory widywalam w filmach i wszystkich tych poprzebieranych ludzi, ktorych widzialam juz wiele razy na roznych innych blogach :).



Paris Hotel and Casino

Widok z "wiezy Eiffla".


Bellagio i slynne fontanny.


Gdyby ktos zapytal mnie o pierwsze, co przychodzi mi do glowy, gdy mysle o Vegas, powiedzialabym: kasyna. WSZEDZIE. Zazwyczaj zeby znalezc jakas restauracje czy sklep, trzeba najpierw przejsc przez prawie niekonczace sie kasyna z roznymi maszynami do gier. Jesli ktos nie ma silnej woli, to w drodze do restauracji, by cos zjesc, wyda wszystkie pieniadze i zostanie glodny :).

Ogolnie Las Vegas to dosc male miasto raczej, a cala te okolice rozrywkowa z najciekawszymi rzeczami, przejsc mozna spacerkiem. Bardzo mi sie to podobalo, bo ja lubie spacerowac, co uczynilismy nastepnego dnia po sniadaniu. Jest to o wiele lepsze, niz jezdzenie wszedzie autem. Zreszta wiecej mozna zobaczyc przeciez.
Gdy chce sie przejsc na druga strone ulicy, zazwyczaj trzeba skorzystac ze specjalnych kladek, mieszczacych sie nad ulicami, bo przejscia dla pieszych sa raczej w niewielu miejscach. Jest to, wedlug mnie, fajne i ciekawe rozwiazanie, ulatwiajace zycie tak pieszym, jak i autom, ktorych tam oczywiscie nie brakuje.

:)

Boze, to bylo "too good". 
Cieple tosty francuskie nadziewane kremem waniliowym, 
polane syropem truskawkowym, 
posypane cukrem pudrem i w dodatku ta bita smietana... *_*

Luxor Hotel and Casino 
W srodku odbywaja sie pokazy grupy Blue Men.
Szczyt piramidy to mega mocna "lampa", 
z ktorej wznosi sie bardzo mocny i wysoki slup swiatla (KLIK).

Mandalay Bay Hotel and Casino
W tym miejscu miesci sie teatr Michael Jackson One
w ktorym codziennie odbywaja sie pokazy Cirque du Soleil (wiecej o tym nizej).

Slonie pod hotelem, o ktorym wspomnialam pod zdjeciem powyzej.

Alicia jarala sie tym zamkiem :).


Nowy Jork! I roller coaster prawie ze po srodku ulicy.

Widok z jednej z takich kladek, o ktorych wspominalam.


Wieczorem weszlismy na najwyzszy szczyt widokowy w Vegas, czyli na szczyt Stratosphere Tower. Wiecie, jaka ta wieza jest genialna?! Na szczycie mieszcza sie trzy rollercoastery ( [1] [2] [3] ) i cos, co nazywane jest "free fall" (KLIK, KLIK, KLIK). No po prostu cos NIESAMOWITEGO. Nastepnym razem, gdy tam bede, robie to wszystko!




Poszlismy tez do wspomnianego wyzej Mandalay Bay, by zobaczyc show Cirque du Soleil pt. "Michael Jackson One". WOW! To bylo... Niewiarygodne. Genialni ludzie, robiacy genialna robote. Wszyscy mega utalentowani, swietne stroje, makijaze, pomysly na kazdy kolejny numer... I ta muzyka Jacksona, tak glosna, ze brzmiala, jakby byla na zywo. 
Ciekawostka... Pani w kasie nie chciala sprzedac biletu Alicii, bo powiedziala, ze jest za mala. Minimalny wiek to 5 lat, a Alicia 5. urodziny ma w lipcu ;). Nie wiem, co za roznica te kilka miesiecy. Minimum zwiazane jest z tym, ze, cytuje "glosniki sa nie tylko po bokach, ale tez pod kazdym siedzeniem, co moze byc za glosne dla dzieci". Hmm... Kupilismy bilety wiec przez internet, a przy wejscu powiedzielismy, ze mala ma 5 lat. Maly przekret, ale bylo warto, bo Alicii bardzo sie podobalo, w ogole sie nie nudzila i byla pod ogromnym wrazeniem.
Apropos biletow, one sa dosc drogie. Jeden kosztowal ok. $200. Preview mozecie zobaczyc klikajac TU.



W drodze powrotnej zatrzymalismy sie na kilka godzin w Barstow, zeby sie przespac. Wtedy tez zrezygnowalismy z wycieczki do Meksyku, bo ja bylam tak spiaca, ze nie dalam rady zmienic Nathana za kierownica. Ale nic straconego, bo do Meksyku na pewno jeszcze w tym roku zawitam! Przy okazji zrobilam zdjecie znaku na ulicy...


No i pozniej juz powrot do Atlanty. Ponizej zdjecie, pokazujace miejsce, w ktorym jakby konczyly sie chmury. Bylo to miejsce dokladnie nad brzegiem oceanu. Nigdy wczesniej nie widzialam czegos takiego!


To tyle, jesli chodzi o Vegas. Pewnie o czyms zapomnialam, ale jak cos, to najwyzej dopisze w nastepnej notce. 

Buziaki!
Aga



PS. Koncert Thicke przelozyli na 17 marca, bo sie pochorowal i stracil glos... Ohh. Ale w marcu bede mogla potraktowac to jako prezent urodzinowy, wiec w sumie jakis tam plus jest ;).