Sunday, March 8, 2015

Margie się wyprowadziła! / Trochę więcej wspomnień ślubnych... / Maroon 5!

// ENGLISH VERSION HERE //


Wszystko w moim życiu zmienia się jak w kalejdoskopie! Wiecie, nie mówię tu o moim małżeńskim życiu, które jest całkiem spoko ;-), ale o tym, że Margie się właśnie wyprowadza w ten weekend. Już od dawna o tym wiedziałam, ale nic tu nie mówiłam, bo jakoś się nie składało. Margie stwierdziła, że jej sposoby wychowawcze są zupełnie inne, niż Nathana i moje, i postanowiła, że się poddaje (sama użyła stwierdzenia give up) i nie chce na to więcej patrzeć. Znalazła więc sobie mieszkanie blisko nas, żeby nadal być w kontakcie z Alicią, ale nie musieć się męczyć patrząc na to, co w jej przekonaniu nie jest dobre.
Trzy siostry Nathana przyleciały w odwiedziny i przy okazji pomóc jej trochę w przenoszeniu się i zakupach. W dodatku dwójka z nich zabrała swoje dorosłe już dzieci, więc jest dom pełen ludzi. Nie narzekam... Głośno, ale wesoło jednocześnie, więc spoko. Chociaż wiem, że nie mogłabym mieszkać z tyloma ludźmi w jednym domu.
Czyli co? Matka Polka? Matka Polka w Ameryce? Eeee... Nie, nie będzie tak źle :-D.

W dodatku Alicia nazywa mnie mom i mommy i bardzo jej się to podoba. W dniu ślubu po ceremonii jak zaczęła, tak nie mogła przestać do wieczora i wyraźnie było widać, jak była podekscytowana, że mówi to, bo chce, a nie dlatego, że musi. Mojej znajomej powiedziała, że nie mogła się tego doczekać. W sumie to już wcześniej parę razy tak powiedziała, ale nie było to aż tak! Wiecie, jakie to jest super? Kilka pierwszych razów aż ciepło w całym ciele poczułam, naprawdę. I w sumie to za każdym razem jest mi mega fajnie to słyszeć. Wiecie, co jeszcze mówi? Aga, you're my real mom! A good mom! Przez ten cały czas tutaj było mnóstwo wierzchołków i nawet wysokich gór, które musieliśmy przejść. Nie zawsze było kolorowo, jak to się wydaje po czytaniu mojego bloga ;-), ale daliśmy radę! Ja dałam radę. I teraz uważam, że uzyskanie takiego zaufania od dziecka, które ma tak masakrycznie złe doświadczenia ze swoją biologiczną matką jest... hmm, niesamowitym osiągnięciem. Naprawdę tak uważam.

Zapomniałam Wam napisać, że miałam też wieczór panieński! Bardzo skromny (na szczęście) i bardzo fajnie spędziłyśmy czas. Było mi to potrzebne po całym stresie z przygotowaniami, więc cieszę się, że powstał taki pomysł. Nie ominęło mnie więc nic :-)




Chyba pokażę Wam jeszcze kilka zdjęć... Normalnie nie mogę się powstrzymać!

z Instagrama fryzjera 
@cuttinst8
I Magda w tle :-P...



Alicia też bawiła się w fotografa!


Wiecie, że moja mama na jej ślubie miała
bardzo podobny fason sukni?





Zgubiłam jedną wsuwkę i loczek mi wyleciał... No cóż.

Mój naszyjnik był bardzo interesujący!


Co tam jeszcze... Nie wiem.
Ciekawostka mała, że 14 marca zaczyna się sezon w Six Flags! Nie mogę się doczekać. Nie byłam jeszcze na wszystkim, więc czekam z niecierpliwością na następny raz. Jest tam tylko jedna rzecz, na którą nigdy nie pójdę - rollercoaster, który całą drogę jedzie do tyłu. Nieeee, zawsze przed wypadem tam biorę tabletkę na chorobę lokomocyjną, bo inaczej kręciłoby mi się w głowie i byłoby mi słabo po pierwszym razie, więc z jazdą do tyłu to ja nie będę ryzykować, bo Nate musiałby mnie później nieprzytomną nieść do samochodu :-P.

Ostatnio weszłam sobie poczytać moją podstronę o mnie i zaktualizowałam kilka rzeczy. Nie kasowałam tego, co było wcześniej, ale dodałam korekty pod niektórymi punktami i zaznaczyłam je innym kolorem. Troszke się pozmieniało, więc chciałam to ogarnąć, a i dostawałam czasem pytania dotyczące niektórych rzeczy, więc teraz wszystko powinno być jasne. Jakbyście byli ciekawi, to zapraszam TUTAJ. Zaktualizowałam również to do list i skreśliłam kilka punktów z lekkim opóźnieniem. Lista znajduje się TU, jakbyście chcieli obczaić.

Jednym z punktów, które odhaczyłam, był koncert Maroon 5!!! Nie miałam czasu Wam o tym powiedzieć, ale niedawno z Nathanem poszliśmy na koncert i było TAK SUPER!! Naprawdę, bardzo mi się podobało. Adam śpiewał te najnowsze piosenki, jak np. Animals, Sugar czy Maps, ale też te starsze, np. This love, She will be loved, Lucky Strike... Ogólnie było 18 piosenek i podobało mi się to, że wszystko leciało po kolei i nie było zbyt dużo przerw na gadanie. Adam mówił coś może z trzy razy, więc można było skupić się tylko na muzyce, co bardzo mi pasowało. Sam Adam mega przystojny, nie powiem ;-) I jego głos na żywo brzmi tak, jak na płytach. Publika bawiła się super, chociaż nie podobał mi się jeden moment. Adam powiedział, że prosi wszystkich o schowanie telefonów i aparatów, bo chciałby wykonać tylko jedną piosenkę tak po prostu, w bardziej intymnej atmosferze i chciał, by to zostało po prostu między ludźmi, którzy tam byli i zespołem. Ogólnie trochę to trwało, ale w końcu zdecydowana większość schowała wszystko (albo wyłaczyli flash, nie wiem). Było kilka takich osób, które stały blisko sceny i wyciągały aparaty w górę. Adam podszedł do kilku, wskazywał na nich i mówił schowaj to. Większość posłuchała, ale była taka laska, która robiła mu zdjęcia w czasie, gdy mówił, że chciałby, żeby schowała ten aparat. Ona nie posłuchała w ogóle, więc on w końcu powiedział coś w stylu i właśnie przez takich jak ty to wszystko tyle trwa. Niektórzy zaczęli buczeć, a Adam tak stał i powiedział no ale prawdę powiedziałem, nie?! Bardzo mi się podobało to, co zrobił, bo powiedział wprost coś, co było tak oczywiste...
Także ogólnie było suuuuuper :-)

To chyba tyle na dzisiaj... Na koniec takie dodatkowe, przypadkowe foty.

Cleo w kwiatach :-P

Meksykańska restauracja, do której ostatnio pojechałam z Alicią.
Tak, są tam stoliki w celach. A jedzenie takie dobre!

I selfie na do widzenia!


Do następnego!
Aga



PS. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!!!! 




PS2. Odpowiedziałam na wszystkie komentarze pod poprzednimi postami.

58 comments:

  1. ładnie to tak? nawet kuzynki nic nie wiedziały? dowiedziałyśmy się przypadkiem z face

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kuzynki? Które kuzynki? Te, z którymi ostatni raz rozmawiałam, gdy miałam 13 lat? Te, z którymi w ogóle kontaktu nie utrzymuję? No cóż... Nie czuję żadnej winy, że Was nie poinformowałam i nawet nie wiem, kto napisał ten komentarz...

      Delete
  2. Bardzo cieszę się, że tak wspaniale układa Ci się życie za oceanem :) Należało się to Tobie, za to, że jesteś tak wspaniałą osobą :) Wyglądasz na przesczęśliwą kobiętę :D Życzę Ci, abyś nigdy nie traciła wiary w siebie i zawsze dążyła do spełniania swoich marzeń :D Co do notki, to po prostu wyglądałaś olśniewająco i zarazem skromnie, taką jaką pamiętam Cię ze spotkań z Filipem :)
    P.S. Zazdroszczę (i to bardzoooo) możliwości wzięcia udziału w tak cudownym wydarzeniu jak koncert Maroon 5 <3
    Pozdrawiam i wysyłam buziaki Karolina :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czuję się przeszczęśliwa, więc fajnie, że to widać! :)
      Dzięki wielkie za tak miłe słowa!

      Mam nadzieję, że Maroon pojadą kiedyś do Polski, żebyś i Ty mogła ich zobaczyć!

      Delete
  3. No to teraz jestes Pania Domu:)
    Tak ja pisalam Alicia ma szczescie - bo ma szanse na normalny dom pelen milosci. A to solidny fundament pod jej przyszle zycie.
    No w sumie niech bedzie - Ty tez masz szczescie, ze na nich trafilas:D
    Agulaw

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak! I mogę urządzić dom, jak mi się podoba :D
      Haha dokładnie. Cała nasza trójka to szczęściarze.

      Delete
  4. Twoje zdjęcia ślubne są niesamowite :) A sukienka prześliczna!
    Czytając Twojego bloga prawie od początku stwierdzam, że Alicia, jak na swój wiek, jest BARDZO mądra i rozsądna. Aż się uśmiechnęłam czytając "Aga, you're my real mom! A good mom!" :)
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję!! :)
      Tak, Alicia jest niesamowicie inteligentna. Czasem mnie to zadziwia...

      Delete
  5. Agusia! :* wszystkiego dobrego i spełnienia dalszych marzeń! :) :* :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję!!! :)
      Piszesz tak, jakbyśmy się znali... Mam rację? ;>

      Delete
  6. Żal mi Margie, ale spoko, karma wraca. To kwestia czasu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. O matko... No to chyba powinnam żyć w strachu od teraz!

      Delete
    2. (Żeby było jasne - ironizuję tu.)

      Delete
    3. @Anonymous - Dziękuję! Wreszcie normalny komentarz! Tylko autorka bloga zaraz zacznie znowu je usuwać...

      Delete
    4. Z tego, co pamiętam, to jest mój blog i ja decyduję o jego zawartości - łącznie z komentarzami. Jakbym miała ochotę coś usunąć, to bym to zrobiła bez patrzenia na to, co inni o tym pomyślą.

      Delete
    5. Prawda w oczy kole.

      Delete
    6. Widzę doskonale, że masz już wyrobione swoje zdanie o mnie, chociaż w ogóle się nie znamy, i w sumie nie obchodzi mnie ono za bardzo. Dlatego też z niczego nie będę Ci się tłumaczyć.

      Delete
  7. A masz powód? To jest zawsze przykre kiedy starsza kobieta, która niedawno straciła męża, traci również dom, w którym mieszkała. I to dzięki osobie, dla której była dobra i miła. To tak jakby na własnej piersi hodowała sama sobie odpowiedz co.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj tam, oj tam. Margie dobrze zrobiła, że się wyprowadziła, bo teraz Agnieszka jest panią domu. Myślę, że doskonale się sprawdzi w roli żony i matki. Margie zasłużyła sobie na odpoczynek po czasie, kiedy dość intensywnie prowadziła dom. Dobrze jej zrobi, jeśli przez jakiś czas odwiedziny u wnuczki ograniczy do uroczystych obiadów niedzielnych raz na dwa tygodnie. I będzie miała okazję się przekonać o umiejętnościach Agnieszki. Dla obu dziewczyn to będzie dobry czas.

      Delete
    2. @Anonymous Wiesz, nas tam nie bylo, wiec nie wiemy dokladnie jak jest, ale prawda jest taka, ze Margie nie mogla zrobic lepiej i wyjdzie to wszystkim na dobre. Mlode malzenstwo powinno zostac samo.Mowie to z wlasnego doswiadczenia, bo choc mam najlepszych tesciow na swiecie, to czulam sie nieswojo gdy mieszkalam u nich po slubie. I nie bylo miedzy nami tak waznej kwestii wychowania dziecka!
      Sytuacja w ktorej M. zostalaby w domu Nathana nie miala sensu - tylko by sie denerwowala i psula zdrowie sobie i innym.

      Delete
    3. @Anonymous
      Nie potrafię czytać ludziom w myślach, więc chętnie się dowiem - co takiego Margie sobie "hodowała na własnej piersi"? Zainteresowało mnie to, nie ukrywam.

      @Juligianni
      Dzięki za wiarę. Sama przyznam, że również w siebie wierzę i ogólnie nie mam jakichś szczególnych obaw co do nowej sytuacji.

      @annimula
      Właśnie sęk w tym, że ja tu na blogu nie piszę o wszystkim i czasem ludzie sami sobie dopisują całe historie do mojego jednego zdania. Tak czy siak, też uważam, że sytuacja, w której Margie zostałaby w domu, nie miała sensu.

      Delete
  8. Bez przesady. Wyprowadzila sie, bo chciala. Mieszka blisko i nikt jej nie zaniedbuje. A dziecko wychowuja rodzice a nie babcia. Jaka karma? Kto jest zly? Ot zycie sie tak ulozylo. Teraz bedzie miala czas na swoje pasje, a nie na zycie zyciem syna i wnuczki. Ot typowa polska mentalnosc - dowalic zamiast cieszyc sie szczesciem innych
    Agulaw

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie to chciałam powiedzieć. Zgadzam się 100/100

      Delete
    2. "Wyprowadziła się, bo chciała." - dzięki za zwrócenie na to uwagi.

      Delete
  9. No to można mówić, że jesteś mamą :) Gratuluję, osobiście też uważam, że Alicia nie ma SZANSY na normalny szczęśliwy dom, tylko że bezkompromisowo JUŻ GO MA :D i z pewnością miała go już od kiedy zaczęło Cię coś łączyć z Nathanem :) Tworzycie piękną rodzinę, oby tak dalej !!! powodzenia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie mogę się nie zgodzić ;).

      Delete
  10. Hej!
    Jestem Twoją stałą czytelniczką, choć dopiero pierwszy raz się odzywam. Przede wszystkim dużo szczęścia na nowej drodze życia! Pamiętaj, że nie ma nic złego w życiu "jak w bajce", a ci, którym tak to przeszkadza - po prostu zazdroszczą. Wiem to z doświadczenia mimo, że z mojego puntku widzenia do bajki raczej mi daleko - po prostu niektórych niesamowicie w oczy kole, jeśli komuś na (jakimkolwiek) polu może się poszczęścić.

    Myślałaś może o tym, żeby opisać jak wygląda procedura "przejścia" z bycia au pair do wzięcia ślubu z obywatelem? Chodzi mi o kwestie papierologiczne. Niby w internecie można coś przeczytać, no ale... właśnie. Nadal nie mam pojęcia, jak to wygląda. A przyznam, że może mi się to przydać :-)

    Pozdrawiam serdecznie! :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hej!

      Dzięki wielkie! Wiem, zauważam to na każdym kroku - nie tylko na moim blogu, ale też na przeróżnych portalach internetowych, gdy czytam komentarze.

      Szykuję post trochę tego typu. Siedzi mi w roboczych i dodaję info na bieżąco, więc jak już wszystko ogarnę mniej więcej, to na pewno się to tu pojawi!

      Delete
    2. Super, czekam więc z niecierpliwością :D

      Delete
  11. Czytałam Twoje posty od dłuższego czasu i, przyznaję, nie ze wszystkimi się zgadzam. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie Twojego punktu widzenia i zobaczenie wielu rzeczy tak, jak Ty je postrzegasz.
    Teraz jednak bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa, bo podoba mi się Twoja szczerość i to, jak jesteś prawdziwa i otwarta. Cieszę się, że znalazłaś swoje ukochane osoby i spędzasz z nimi czas. Nie przejmuj się tymi, którzy próbują sprawić Ci przykrość, dogryźć czy zwyczajnie obrazić - to zazdrość. Znalazłaś swoje szczęście, spełniasz się i jesteś zadowolona - to najbardziej gryzie tych, którzy sami boją się po swoje marzenia sięgać i próbują zrównać innych do swojego poziomu.

    Gratulacje :) Naprawdę się cieszę, że mogę przeczytać o czyimś szczęściu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasem mówię o rzeczach, które dla innych są zupełnie nowe i różnią się bardzo od przyjętych norm. Ale, jak sama napisałaś, jestem prawdziwa i otwarta ;).

      Dziękuję za miłe słowa! I niczym się nie przejmuję. Dawno już mi to minęło... Zanim jeszcze założyłam bloga.

      Delete
  12. nie myśleliście o zatrudnieniu Au Pair :D :D?

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak, główna pracująca się wyprowadziła... kimś trzeba w końcu rządzić :D :D

      Delete
    2. Co do pierwszego komentarza - odbieram to jako żart i odpowiadam, że nie, nie myśleliśmy o tym! Nie potrzebujemy au pair ;).

      A do drugiego komentarza - żyj w swoim przeświadczeniu, bo nie czuję potrzeby żadnej korekty z mojej strony :).

      Delete
  13. Nie było twojej siostry na ślubie, wydawało się, że obecnie macie dobre relacje? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chętnie dowiedziałabym się, kim jesteś, bo wyciągasz wnioski na temat rzeczy, o których ja nic na blogu nie piszę.

      Delete
  14. Kolejna porcja fotek ślubnych, wszystkie super :) ale i tak najbardziej cieszę się z lamparta;D

    Szkoda, że pojawia się sporo uszczypliwości i negatywnych komentarzy. Gdyby Alicii było z Tobą źle to raczej nie czytalibyśmy postów o tym wyjątkowym dniu :) Gdyby Twoje i Nathana metody wychowawcze były nieodpowiednie, mała nie byłaby taka otwarta i nie podkreślała ważnych dla niej rzeczy ( zgadzam się, że jest bardzo mądra, aż się łezka kręci na "good mom" ).

    Z przyjemnością czytam Twój blog, a przecież jeśli komuś się nie podoba, nie musi tu wchodzić i pisać złośliwości. Krzyżyk w prawym górnym rogu i po sprawie :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    D.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, jest taki krzyżyk w prawym górnym rogu, ale nie traktujmy wszystkich czytelników, jakby nie mieli matury, do szkoły nigdy nie chodzili, życia nie znali, nigdzie nie podróżowali i nic nigdy nie widzieli oraz nic nie wiedzieli. Nie dorabiajmy tutaj bajkowych opowieści o American dream. American dream to coś, do czego dochodzi się swoją własną, ciężką, uczciwą pracą.

      Delete
    2. Oj chyba nie do końca, bo Barbara Piasecka Johnson osiągnęła swój American dream po części pracą, a w większej części dzięki zamążpójściu. Nie ma w tym nic złego. Tak było i jest od wieków. Powiem więcej, uważam, że to jest jednak sprawiedliwość dziejowa, że mąż zarabia, a kobieta z tego korzysta. I bardzo dobrze. Sytuacja, kiedy kobieta tyra dzięki zdobyczom cywilizacyjnym i emancypacji na 2 etatach (w pracy i w domu) , a jej połowa wyłącznie dba o własny wygląd, to jest jednak niezaprzeczalna patologia. Dobrze, że są kobiety, które mają poukładane w głowie i nie pchają się w taki kierat. Warto brać z nich przykład.

      Delete
    3. Barbara Piasecka Johnson zanim przyjechała do Stanów była absolwentką historii sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego. Porównanie nieadekwatne do autorki bloga bez matury. Skoro nie ma w tym nic złego, pozamakajmy szkoły dla dziewcząt, skoro mówisz, że awans osiągnąć można tylko zamążpójściem. Żaden zachodni kraj nie ma promuje obecnie już takich wzorców. Chyba, że mieszkasz w kulturze muzułmańskiej. Przykładem to może być np. Maria Skłodowska-Curie, Angela Merkel (spójrz jakie ma wykształcenie), Hilary Clinton (prawo na Uniwersytecie Yale, gdzie poznała męża). Życzę zatem samorealizacji w kuchni!

      Delete
    4. Barbara Piasecka pracowała zdaje się u Johnsona jako gosposia? tak więc jej początki w USA nie miały nic wspólnego z historią sztuki. Ona tę wiedzę później znakomicie wykorzystała budując kolekcję obrazów, ale nie sądzę, żeby zauroczyła Johnsona zaletami umysłu. Mężczyźni to wzrokowcy i lepiej być zaopatrzoną w dużą urodę niż w wykształcenie i wiedzę. Tak uczy życie. Brak matury nie jest wadą i nawet nie wypada czynić autorce bloga wyrzutów z powodu jej braku. Znasz ją osobiście że wiesz takie rzeczy?

      Delete
    5. c.d. marzę o możliwości bycia kurą domową do końca moich dni. Miałabym wreszcie czas na gotowanie, dom byłby normalny, a nie zabiegany, zaopiekowałabym się należycie moją matką staruszką, miałabym więcej czasu dla dziecka. Nie nudziłabym się nawet sama ze sobą. Jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia w wolnym czasie :) Zachód musi utrzymać jakoś systemy emerytalne, więc nas jako płeć goni do roboty :) Nie ma się co przejmować tym co promuje tzw. zachód. Najważniejsze jest własne zdrowie psychiczne i fizyczne :D

      Delete
    6. "Najważniejsze jest własne zdrowie psychiczne i fizyczne" - zgadzam się w 100% :)

      Delete
    7. Ad rem: o babcię Margie warto zadbać i ją dopieszczać kulinarnie (jakieś ciasto od czasu do czasu specjalnie dla niej?) i kwiatowo nawet na odległość, bo, jak każda babcia, jest na wagę złota. Docenia się to wtedy, kiedy człowiek sam chory, zdycha prawie, mąż w pracy, a dziecko lata jakby miało ADHD. A za jakiś czas tych dzieci może być już dwoje. Wtedy jest jeszcze trudniej. Poza tym Margie wychowała sama zdaje się 3 lub 4 dzieci. To jest kopalnia wiedzy na czas choroby (gorączkowania) dziecka choćby. Ja bym jej tak łatwo z domu nie wypuściła.

      Delete
    8. Spoko, rozumiem, że Ty byś ją trzymała na wszelki wypadek, gdyby coś się działo i sama nie wiedziałabyś, co począć - w końcu ona to kopalnia wiedzy!

      Delete
    9. Również dlatego, jak każda babcia i babcia Margie w chorobie może potrzebować opieki. A dojazdy do niej to jednak strata czasu. Wtedy lepiej mieć taką babcię "pod ręką". I Alicia bardzo ją kocha, bo babcia to jest babcia, wiadomo :) No i nie masz przecież mamy. A mamę, nawet taką "in law" zawsze warto mieć. Warto w osobie teściowej zyskać drugą mamę. Pewnie, że własnej mamy nikt nie jest w stanie zastąpić, ale warto spróbować (moje zdanie).

      Delete
    10. Dzięki za wyrażenie swojego zdania!

      Delete
  15. Bla bla bla... Czemu karma ma wrócić do Agi? Czemu Margie jest biedna? Taka jest kolej rzeczy, czy Wasi rodzice nie wyprowadzali się od swoich po ślubie? To jest ta sama, identyczna sytuacji tyle, że to Margie postanowiła się wyprowadzić i tyle.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz, to jedna sprawa i zgadzam się, że taka sama sytuacja, jakbyśmy się my wyprowadzili (pomijam fakt, że nikt nie zna żadnych szczegółów). Druga sprawa jest taka, że tutaj ja jestem zaangażowana, a jak widać nie każdy mnie lubi. No ale wiadomo, nie każdy musi ;).

      Delete
  16. wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! Lubię takie historie:)
    Ale powiem szczerze, współczuje jej matce(jaka by nie była). Mówienie mamo do innej kobiety..
    (moja opinia:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gie eS zajrzałam do Ciebie. Świetnie piszesz :) Tak trzymaj :)

      Delete
    2. @Gie eS Też bym tak myślała na Twoim miejscu :P. Z naszej perspektywy to wszystko wygląda jednak zuuuupełnie inaczej.
      Dzięki!

      Delete
  17. czy Twoj kot to kot bengalski?! :O tez takiego mam!! <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak! Pięknie wygląda, ale nie lubię go za bardzo.

      Delete
  18. Heej. Przeczytałam Twojego bloga od samego początku do końca, przejrzałam instagram i bardzo mi się spodobała Twoja historia ! Aż mi uśmiech nie schodzi z twarzy jak o tym myślę. Po prostu przeżywasz prawdziwy americam dream. Myślę że każdy kto marzy o Ameryce powinien poznać Twoją historię i również dążyć do szczęścia. Mam pytanie. Wydajesz się być przewspaniałą i interesującą osobą. Czy jest możliwość skontaktować się z Tobą, aby poznać Cię lepiej ?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hej! Fajnie, że Ci się podobało! :) Jeśli chcesz, to wyślij maila - gusiek.w@gmail.com

      Delete
  19. Ja też czytam Twojego bloga od pewnego czasu ale nigdy nie zostawiałam komentarza ;) Bardzo Cię podziwiam dziewczyno i ciesze się że znalazłaś kogoś z kim chcesz iść przez życie i do tego w tym magicznym miejscu na ziemi ;) Pozostaje mi życzyć tylko wszystkiego dobrego na nowej drodze życia i powodzenia! ;*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widać zawsze musi być ten pierwszy raz!! :)
      Dzięki wielki :)

      Delete